Moja przygoda z Hare Kriszna


05.10.2001
Mija ponad pół roku od kiedy przerwałem pracę nad tym tekstem. W międzyczasie zwrócił on uwagę paru osób. Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że wiele osób nie zauważa pewnej dozy gorzkiej ironii w nim zawartej, wiele osób odnosi wrażenie że jestem jawnym zadeklarowanym sympatykiem lub nawet wciąż członkiem ruchu HK. To dziwne, gdyż mimo że nie dokończyłem tekstu, w planie znajdującym się na początku jest punkt "całkowite zerwanie". Nie jestem również wrogiem ruchu HK, staram się byc neutralny. Piszę dalej.
28.01.2001
Dopisałem początek rozdziału o Tourze Indradyumny Swamiego


Mój niecodziennik internetowy (blog)
Zobacz opinie innych i wyraź swoją opinię
[2006-09-18]
Ponieważ pod powyższym adresem miały pojawiały się opinie co do mojego tekstu, a zrobiło się bezładne forum na którym frustraci zaczęli wykrzykiwać swoje brednie, więc zamieniam to na formularz przez który każdy może mi swoja opinię przekazać, a ja się z nią zapoznać i tyle wystarczy.

01.09.2001
Dalszy ciąg opowieści o Tourze 18.01.2001
Poprawiłem błędy, dopisałem akapit o babci.
Poprawiłem błędy w kodzie html
Dodalem link do strony głównej, i możliwość wyrażenia swojej opinii
13.01.2001
doda�em rozdzia� 6b,c,d, 7
narobi�em ortografów, kt�re poprawi� p�niej
06.01.2001
doda�em rozdzia� 5, 6 i 6a
poprawi�em b��dy
02.12.2002 - dopisalem sporo tekstu, historia jest prawie ukonczona. Bede jeszcze uzupelnial niektore fragmenty.

Spis tre�ci:

1. Wst�p
2. Dlaczego jestem podatny?
3. M�j pierwszy kontakt z Hare Kriszna
4. Co przewa�y�o szal�
5. Wakacje w Kamiennej G�rze
6. �wi�tynie
a) Czarn�w
b) Wroc�aw
c) Wa�brzych
d) Gda�sk
7. Reakcja rodziny
8. Ob�z w�drowny Indradyumny Swamiego
9. Zerwanie z ruchem
10. �wi�ta religijne
11. Thakur Saranga Dasa
Za��cznik A - Sekta czy nie?
Za��cznik B - Kr�tka Historia Ruchu Hare Kriszna na �wiecie i w Polsce
Za��cznik C - Obecne spory i problemy dot. tego ruchu
Za��cznik D - Slownik i troche ciekawostek
Za��cznik E - Fundament teologiczny Krysznaizmu

1. Wst�p

Hare Kriszna, Hare Kriszna, Kriszna Kriszna, Hare Hare
Hare Rama, Hare Rama, Rama Rama, Hare Hare* Prawdopodobnie s�yszeli�cie kiedy� te s�owa. Zastanawiali�cie się te� by� mo�e, co oznaczaj� i o co chodzi tym ludziom z kitkami i w pomara�czowych ciuchach. Postaram się opisa�, jak sprawa wygl�da, od �rodka. Relacja moja mo�e by� trudna w odbiorze, poniewa� naszpikowana b�dzie terminami sanskryckimi*. B�d� je obja�nia� szczeg�owo w przypisach hipertekstowych. B�d� dba� o zachowanie obiektywizmu, nie wykluczam jednak, �e wiele os�b poczuje się ura�one. B�d� jednak pisa� wszystko, co pami�tam, wszystkie moje odczucia, nawet te, co do których nie by�em pewien czy s� s�uszne. Z g�ry wi�c pokornie prosz� o wybaczenie wszystkich bhakt�w* których obra��. W za�o�eniu ma to by� najbardziej kompetentny (cho� by� mo�e subiektywny i fragmentaryczny) opis dzia�alno�ci ruchu religijnego Hare Kriszna w Polsce w latach 93-94. Mo�e te� jest nieaktualny, je�li wi�c kto� napisze jakie� uzupe�nienie, to je tutaj zamieszcz�. W og�le tekst ten mam zamiar uzupe�nia� o komentarze (je�li kto� je nade�le) i o dodatkowe dopiski, je�eli pojawi� się jeszcze jakie� wspomnienia. Praca nad tym tekstem nie zako�czy się wi�c pr�dko, je�li w og�le. Wsz�dzie, gdzie zobaczycie s�owa: "nie pami�tam" lub "nie przypominam sobie", mo�ecie się spodziewa�, �e po jakim� czasie pojawi� się tam przypomniane sobie fakty lub imiona... Do dzie�a wi�c.

2. Dlaczego jestem podatny?

Moi rodzice od pocz�tku nie byli wobec mnie rygorystyczni w sprawach religii. Jestem ochrzczony i odebra�em sakramenty pierwszej komunii i bierzmowania, ko�cio�a katolickiego. Ojciec nie wnika� w og�le w sprawy mojego �wiatopogl�du. Tym samym walnie przyczyni� się do jego ukszta�towania. Mama wyprawia�a nas do ko�cio�a (mam siostr�), ale nie musieli�my jej oszukiwa�, �e tam jeste�my, je�li nie poszli�my. Uwa�a�a (i nadal uwa�a), �e chodzenie do ko�cio�a nie jest niezb�dne do zbawienia. Poniewa� ojciec interesowa� się chyba wszystkim, wi�c na p�kach nie brakowa�o księ�ek, w tym i z religioznawstwa. Zapoznanie się z nimi pomog�o mi nabra� obiektywnego stosunku do religii, nie popada� w oszo�omstwo i fanatyzm, Tak wi�c od wczesnych lat lubi�em zadawa� niewygodne pytania księom, �mia� się z pewnych bzdur na g�os, wagarowa� w czasie lekcji religii. By�em te� ciekaw iaw innych religii. Czyta�em księ�ki, prowadzi�em rozmowy ze starsz� kuzynk� - w swoim czasie praktykuj�ca dzielnie buddyzm zen szko�y korea�skiej*. By�em prze�wiadczony, �e w ka�dej religii jest sporo prawdy, szuka�em jednak tej, kt�ra odpowie na wszystkie moje pytania. Nie zdoby�em się jednak na drastyczne kroki oznaczaj�ce jak�� wyj�tkow� aktywno�� religijn�. Do pewnego momentu. Zawsze zastanawia�em się nad sensem istnienia, zadawa�em sobie pytania o istnienie Boga, cel �ycia, rol� cz�owieka we wszech�wiecie i inne podobne. Cz�sto te� odczuwa�em tzw. "weltschmertz"*, jednak pocieszenia szuka�em nie w alkoholu i podobnych rozrywkach, lecz w�a�nie w Bogu - jak tylko potrafi�em, a jak ju� wiecie, by�em tak�e w tym temacie troch� zagubiony. Poszukiwania trwa�y... Dodatkowo �wiat materialny rozczarowywa� mnie coraz bardziej, w miar� jak dorasta�em.

3. M�j pierwszy kontakt z Hare Kriszna

Pierwszy kontakt zosta� nawi�zany bodaj�e w 7 (nie pami�tam) klasie podstaw�wki. Kuzynka-buddystka przywioz�a angielsk� wersj� księ�ki "Prawda i Pi�kno" Swamiego Prabhupady*. nawet nie przeczyta�em tej księ�ki, by�a trudna, podoba�a mi się kolorowa ok�adka z par� - niebieski kole� z fletem i �adna dziewczyna. Jak się p�niej dowiedzia�em, to dzi�ki mocy tej księ�ki zosta�em przyci�gni�ty do ruchu. Ale na razie księ�ka sta�a na p�ce. P�niej, kiedy przeczyta�em ju� troch� literatury (wujek j� mia�, te� by�, te� by� z tych poszukuj�cych), spotka�em te� osobi�cie ludzi z Hare Kriszna. Byli par� razy w K�odzku, robili w K�odzkim O�rodku Kultury tzw. programy. By�y wyk�ady, by�o te� jedzenie wegetaria�skie (bardzo smaczne), pi�kna muzyka i kolorowe ta�ce. Wszystko bardzo pi�kne. Wyk�ady bardzo trafi�y mi do przekonania, szczeg�lnie zdania o potrzebie wegetarianizmu, o duszy, o reinkarnacji. Pami�tam, �e raz (1 klasa LO - 91 rok) na wyk�adzie zada�em prowokuj�ce pytanie mistrzowi duchowemu - "kim s� p�bogowie?"*. Wyja�nienie spowodowa�o, �e cz�� os�b na sali zacz�a się �mia�, par� os�b wysz�o. By�em z siebie dumny. G�upi by�em wtedy po prostu. P�niej zm�drza�em, nabra�em pokory, chcia�em wiedzie� wi�cej, czyta�em. Chcia�em zosta� wegetarianinem, ale lenistwo mi przeszkadza�o w tym zamiarze. Kobieta, z kt�r� by�em wtedy bardzo zwi�zany odwodzi�a mnie te� od tego zamiaru. Wola�em wi�c to b�ogie lenistwo i syto��, by�em szcz�liwy z ni� i nie potrzebowa�em nic wi�cej. Literatur� krysznaick� traktowa�em jako wyzwanie intelektualne. Uwa�a�em, �e jest w niej zawarta prawda, ale nie potrafi�em i nie chcia�em zmienia� trybu �ycia. By�o mi dobrze tak, jak by�o.

4. Co przewa�y�o szal�

Jak trwoga to do Boga. To powiedzenie m�wi wszystko. M�j zwi�zek rozpad� się, to by�a katastrofa. My�la�em o samob�jstwie. Nie mog�em spa�, cierpia�em. (Bana�y, ale cierpienia nastolatka s� banalne). Rozczarowanie �yciem sięgn�o zen�o zenitu. Mi�o�� - ta warto�� najwa�niejsza dla mnie w �yciu, okaza�a się nietrwa�a, nie warta zachodu. Biblijna pie�� o mi�o�ci okaza�a się bez pokrycia w rzeczywisto�ci. Chyba, �eby odnie�� j� do mi�o�ci do Boga. To by�a my�l. Ludzie z HK wiele m�wili o mi�o�ci do Boga. Ale troch� inaczej ni� to się m�wi w KK. M�wili, �e osięgni�cie mi�o�ci do Boga powinno by� celem �ycia. �e trzeba wiele trudu, �eby j� osięgn�. Chcia�em spr�bowa�. Poza tym nie chcia�em �y�. Ale samob�jstwo nie jest wyj�ciem. Dop�ki cz�owiek nie uwolni się od skutk�w swoich czyn�w (prawo karmy*), wci�� b�dzie się odradza�, samob�jstwo nic nie pomaga, aby się wyzwoli� z kr�gu wciele� trzeba osięgn�� mi�o�� do Boga. Po pope�nieniu samob�jstwa pozostajemy w ciele subtelnym* i jako duch szwendamy się po �wiecie do momentu kiedy mia�a nast�pi� nasza �mier�. No to do dzie�a. Zacz��em studiowa� intensywnie literatur� HK, ch�on��em j� ca�ym sercem, zaczyna�em pr�bowa� mantrowania*. Osięgn��em pewien post�p. By�em szcz�liwy i spokojny.

5. Wakacje w Kamiennej G�rze

Dzi�ki tacie mog�em pojecha� wraz z koleg� z klasy Sylwkiem na wakacje do du�ego domu dziadk�w w Kamiennej G�rze. Dom po�o�ony zaraz nad samym zalewem, bardzo malowniczo.

Jaki� czas szwendali�my się codziennie po tym miasteczku, w rozpaczliwym poszukiwaniu dziewczyn, ciekawego towarzystwa w og�le. Klapa. "Kamienna Dziura" m�wili�my. Miasto starych ludzi, b�ota udzi, b�ota na chodnikach, bezrobocia i chuligan�w. W lecie ca�a m�odzie� wynosi się st�d.

Nie ustaj�c w poszukiwaniach spotkali�my w ko�cu w parku nad zalewem Bogusię, Agnieszk� i jej psa Kryzysa. Okaza�o się, �e ��cz� nas wsp�lne zainteresowania muzyczne i inne, generalnie ciekawe osoby. Pozna�y nas te� z paroma innymi osobami, r�wnie ciekawymi, mia�em dzi�ki nim okazj� spr�bowa� wspinaczki, z czego się bardzo ciesz�.

Bogusia okaza�a się dobr� towarzyszk� w wyprawach do �wi�tyni w Czarnowie. Nie by�o to daleko, mo�na by�o dojecha� �atwo autobusem, a raz poszli�my tam na piechot�, wcze�nie rano, aby zd��y� na poranne "nabo�e�stwo" - arati*, kt�re odbywa się oko�o 4.30 rano. Ale po kolei.

Sylwek, jako gorliwy katolik, nie chcia� nic tam je��, ani nawet wej�� do �rodka, do pomieszczenia w którym sta�y b�stwa. Bogusia i ja wsiękli�my w klimat, k�aniali�my się B�stwom Panca-tattva*, s�uchali�my wyk�ad�w z Bhagavad Gity, zacz�li�my mantrowa�. Kupi�em d�apas* - korale do modlitwy, umieszczone w specjalnym woreczku, �eby się nie brudzi�y. Nale�y im się wielki szacunek, poniewa� wykonane s� ze �wi�tego drzewa tulasi*.

Wsięk�em na dobre. Zacz��em nawet w czasie kt�rej� z wizyt, obja�nia� niektórym go�ciom �wi�tyni niekt�re zasady tej religii. Jedna z matad�i* (matek, kobiet) uzna�a �e wiem ju� bardzo du�o, uzna�a mnie za jednego ze swoich. By�em szcz�liwy. Odpowiada�o mi to �ycie. Chcia�em osięgn�� doskona�em osięgn�� doskona�o��. Chcia�em pokocha� Kriszn�.

Dlatego bardzo by�em przygn�biony, gdy raz pu�ci�em b�ka w �wi�tyni, w obecno�ci b�stw. To by�a katastrofa i kompromitacja, na szcz�cie nie by�o wielu �wiadk�w.

6. �wi�tynie

- Czarn�w

W �wi�tyniach takich jak ta, panuj� bardzo zawi�e i rozbudowane stosunki spo�eczne. Istnieje prezydent �wi�tyni, który ma wielki ci�ar na g�owie, gdy� musi się zajmowa� materialn� stron� egzystencji �wi�tyni, jej finansami, oraz ewentualnie problematycznymi jej lokatorami. Niegdysiejszy prezydent �wi�tyni w Czarnowie uchodzi� za dosy� surow� osob�. Druga wa�n� osob� jest g��wny pud�ari* �wi�tyni - mnich, który sprawuje s�u�b� przy o�tarzu, budzi b�stwa, k�pie je, karmi i k�adzie spa�. S�u�y im bezpo�rednio. Mo�e to wydaje wam się �mieszne ale ma g��boki sens teologiczny, który wyja�ni� p�niej.

Sporo plotek o �yciu w �wi�tyni us�yszeli�my od pewnej matad�i - �niadej, m�odej roze�mianej, niestety nie pami�tam imienia. Opowiada�a nam pewne drobne, ale ciekawe szczeg�y z �ycia ludzi w �wi�tyni, kt�re rzuca�y troch� inne �wiat�o na ca�a spraw�. Mnie jednak nie mog�o zrazi� ju� nic.

Opowiada�a o tym , jak potajemnie wk�ada�a kwiaty do but�w jednego z bhakt�w, lub te� s�odycze do kieszeni jego ubra�. W tradycji indyjskiej takie gesty oznaczaj� ch�� zam��p�j�cia, jednak ona robi�a to dla kawa�u, �mia�a się te� z niego, �e bhakta ten ma sztuczn� szcz�k�, na kt�r� sk�ada�a się ca�a �wi�tynia(!). Bhakta ten by� bardzo szanowany ze wzgl�du na sw�j d�ugi sta�, ale ju� podobno nie jest cz�onkiem tego ruchu. Plotkowa�a generalnie du�o, po jakim� czasie wiedzieli�my bardzo du�o, kto z kim się o�eni�, dlaczego, jak do siebie pasuj�, czy się k��c�, kto zgrzeszy� z kim, kto zosta� wywalony ze �wi�tyni i za co.

Przy okazji wyja�ni�, �e przepisy dotycz�ce ma��e�stw s� bardzo surowe. Oczywi�cie punktem wyj�cia jest to, �e kobiety i m�czy�ni s� dosy� dobrze rozdzieleni w �wi�tyni, nie powinni nawet ze sob� rozmawia� bez potrzeby i na tematy inne ni� Kriszna (ta zasada obowi�zuje w�a�ciwie te� we wszelkich kontaktach mi�dzyludzkich). Jedna z 4 zasad* g�osi, �e nie powinno się uprawia� seksu nie s�u��cego prokreacji, przy czym za seks uwa�a się te� po��dliwe my�li, spojrzenia, co dopiero m�wi� o dotyku. Seks mo�liwy jest tylko w ma��e�stwie, przy czym wy��cznie w celu sp�odzenia dziecka, czyli wy��cznie w dni p�odne kobiety, poprzedzony te� powinien by� modlitw�, a po nim nale�y się dobrze wyk�pa�. (!) Uwa�a�em te zasady za uzasadnione i pomagaj�ce w osięgni�ciu mi�o�ci do Boga.

Jak tworz� się ma��e�stwa? Ot� w �wi�tyni wisia�a instrukcja, jak mo�e doj�� do ma��e�stwa. Przede wszystkim warunkiem jest, aby chocia� m�czyzna posiada� inicjacj� duchow�* czyli by� uczniem jakiego� mistrza duchowego HK. Je�li uzna, �e odpowiada mu, oczywi�cie duchmu, oczywi�cie duchowo ;-), jaka� matad�i, powinien zawiadomi� o tym j� i prezydenta �wi�tyni, i w ten spos�b mo�e rozpocz�� się 1,5 roczny okres narzecze�stwa, w czasie kt�rego pa�stwo m�odzi poznaj� się. Wygl�da to tak, �e umo�liwia im się kontakt s�owny, i aran�uje się ich prace codzienne tak, �eby mogli się cz�ciej kontaktowa�, zawsze jednak kto� trzeci to nadzoruje. Je�li uznaj�, �e s� dla siebie odpowiedni, dochodzi do ma��e�stwa, kt�re otrzymuje b�ogos�awie�stwo mistrza duchowego, je�li on tylko przyjedzie ze stan�w (bo najcz�ciej się zjawia przy okazji innych spraw).

W Czarnowie pozna�em bardzo interesuj�cego cz�owieka, który by� dla mnie idea�em bhakty - mia� �on� i w�a�nie urodzi�o mu się dziecko, mieszka� zaraz obok �wi�tyni, studiowa� literatur� religijn�, a przy tym godzi� to wszystko z prac� zawodow�, by� lekarzem w Kamiennej G�rze. P�niej, jak się dowiedzia�em, awansowa� nawet na kierownika ZOZ w tym mie�cie. Stanowi� dla mnie przyk�ad cz�owieka, który wie co robi, wydawa� mi się pouk�adany i uporz�dkowany wewn�trznie. Mo�na powiedzie�, �e nawet się zaprzyja�nili�my. Sprawi� mi wielki prezent ofiarowuj�c mi malutkie b�stwa Pana D�aganatha*. Nie przytocz� tutaj jego nazwiska a tylko imi� duchowe - Thakur Saranga Das, kt�re otrzyma� od swojego mistrza duchowego - �ri Visznupada. Za��cie sobie tutaj zak�adk�, bo jeszcze b�dzie o nich mowa przy innych, wa�nych okoliczno�ciach.

Rytm dnia w �wi�tyni wygl�da tak: Przed 4 rano pobudka, przy czym pud�ari wstaje jeszcze wcze�niej, bo musi się przygotowa� na s�u�enie b�stwom. Potem obowi�zkowe mycie ca�ego cia�a, czasami w zimnej wodzie. Potem mantrowanie. Bhakta inicjowany �lubowa� mistrzowi duchowemu, �e b�dzie mantrowa� 16 rund dziennie - 16 okr��e� korali d�apa, ka�da runda to 108 korali* to daje razem 1728 wypowiedze� Maha mantry, zaawansowanym udaje się to w 2 godziny, pocz�tkuj�cym w 4. Cz�� mantrowania trzeba jednak od�o�y� na p�niej. Po budynku i na zewn�trz snuj� się bhaktowie i matad�i wibruj�c ustami w skupieniu. Niektórym nie wychodzi dobrze, zamiast Kriszna m�wi� Riksza, czasem kto� zwr�ci komu� uwag�, dzi�kuje za poprawienie wymowy. Niekt�rzy ledwo �yj� z niewyspania i zasypiaj� na siedz�co. Rozpoczyna się arati poranne - uroczysto�� w �wi�tyni, w czasie kt�rej b�stwa się budz�, wszyscy je witaj�, modlitwy, �piewy, troch� ta�ca przy akompaniamencie ludowych instrument�w - karatali (takie trznele) i mridangi (dwustronny b�ben).

Po arati mo�na mantrowa� dalej, b�stwom ofiarowywane jest po�ywienie ugotowane na �niadanie. Kiedy b�stwa ju� zjedz�, resztki tego co zostaje mog� zje�� bhaktowie. Nazywa się to wtedy przyjmowaniem �aski Kriszny. Nikt nie m�wi o jedzeniu - jedzenie. M�wi się "przyjmowa� prasadam" (prasadam oznacza �ask�). W �wi�tyni wszystko co się gotuje, gotuje się dla b�stw, a wi�c dla Kriszny. Co to ma na celu i dlaczego jest korzyslaczego jest korzystne, wyja�ni� potem. W praktyce wygl�da to tak: z garnk�w, w których jest jedzenie, zabiera się po troch� z ka�dej potrawy i wk�ada do naczy�, kt�re stawia się na o�tarzu. Te naczynia s� w�asno�ci� b�stw i nie wolno ich nigdy za �adne skarby dotkn�� ustami, co dopiero je�� z nich. Gdyby kto� tak zrobi�, nie wolno ju� by�oby u�ywa� tych naczy� na o�tarzu. W Indiach robi�o się nawet tak, �e codziennie wypala�o się z gliny nowe naczynia, a stare t�uk�o. B�stwa smakuj� to co się im podaje (oczywi�cie jest to niewidzialne dla zwyk�ych �miertelnik�w), po czym zawarto�� naczynek wrzuca się z powrotem do garnk�w. Tym sposobem ca�e po�ywienie jest �wi�te i stanowi �ask� Kriszny. Mo�na je wtedy por�wna� do po�wi�conego na Wielkanoc jedzenia, albo do komunii �wi�tej w KK.

Standardowe �niadanie to np. kasza manna na mleku lub wodzie, z dodanymi owocami, np. jab�kami. Do tego jaki� nap�j: albo lassi (jogurt), albo jaki� kompot, lub nap�j mi�towy.

Po tym posięku ka�dy rozchodzi się do swoich zaj��, a w �wi�tyni w Czarnowie pracy jest du�o. Hoduje się tam krowy, uprawia du�o warzyw, zb�. Trzeba zbiera� ziemniaki, kopa� rowy melioracyjne, generalnie nie jest to sielanka i miejsce dla mi�czak�w. Jest du�o pracy przy sprz�taniu, wszystko musi by� czyste jak �za. Czyste cia�o-czysta dusza. Zaj�cia s� podzielone na m�skie i kobiece oczywi�cie. Pe�ni�cy dy�ur w kuchni szykuj� się ju� do gotowania obiadu dla b�stw.

Ci co nie zd��yli wymantrowa� rano wszystkich rund maj� te� troch� czasu teraz. W ci�gu dnia o ile mnie pami�� nie myli odbywa się jeszcze arati po�udniowe i wieczorne. S� d�u�sze i po��czone z wyk�adami z Bhagavad-Gity i �rimad Bhagavatam.

Obiad: Warzywa, np. Bandgobhi alu sabd�i (kapusta, ziemniaki, pomidory, na s�odko/ostro), jakie� mo�e czapati (placki z m�ki), mo�e dal (zupa z grochu). Czasami jest czatnej (piekielnie ostre i s�odkie sma�one owoce, np. �liwki i jab�ka), lub raita (og�rki w jogurcie). W niedziel� jedzenie jest bogatsze, s� te� go�cie, rytm dnia jest inny. W og�le w niedziel� jest inaczej, go�cie musz� mie� przecie� wra�enie, �e wszyscy s� u�miechni�ci i szcz�liwi, nie widz� wi�c tyle ci�kiej pracy, a wyznaczony bhakta/matad�i ma czas odpowiada� na pytania i oprowadza� go�ci.

Potem praca, mo�e jeszcze mantrowanie, arati wieczorne w czasie kt�rego b�stwa id� spa�. Kolacji nie ma, na kolacj� ka�dy dostaje ciep�e mleko z cynamonem/kardamonem. Nie nale�y sobie obci��a� �o��dka na noc, bhaktowie mogliby �ni� o czym�, o czym nie powinni, np. o seksie, mog�oby to się sko�czy� np. polucj�, a to niekorzystne, poniewa� up�yw nasienia powoduje odp�yw energii z organizmu, skraca się przez to �ycie, zmniejsza sięa �yciowa, no i jest się zanieczyszczonym i trzeba się k�pa� w �rodku nocy. Nasienie nale�y kumulowa�, aby cofn�o się wzd�u� kr�gos�upa do m�zgu i tam wzmocni�o m�dro�� i przyczyni�o się i przyczyni�o się do rozwoju duchowego. (To nie �arty, takie s� do dzi� pogl�dy medycyny wedyjskiej - ayurwedy. Popr� to p�niej cytatami.)

Jest godzina 22-22.30. Wszyscy zasypiaj� jak zabici, s� wyko�czeni ca�odzienn� prac� i niedoborem snu. Ka�dy chce wi�c jak najlepiej wykorzysta� te pozosta�e kilka godzin. Ka�dy chce te� dor�wna� za�o�ycielowi ruchu Hare Kriszna, który w ko�cowej fazie �ycia spa� bardzo ma�o, a poza tym medycyna wedyjska twierdzi, �e 4 godziny snu to wystarczaj�ca ilo�� dla ka�dego.

Wroc�aw

Wr�ci�em z wakacji, jednak zapa� nie ustawa�, mimo oddalenia. Jesieni�, kt�rego� pi�knego dnia postanowi�em ni z tego, ni z owego, �e zetn� swoje bujne, d�ugie w�osy i upodobni� się do bhakt�w. Poszed�em wi�c w trakcie przerwy 20 minutowej mi�dzy lekcjami do fryzjera i tam za�yczy�em sobie golenia g�owy na zero, z pozostawieniem sikhy*. To oczywi�cie wywo�a�o wielkie poruszenie w�r�d reszty klasy. Nadal nosięem jednak zarost i kolczyka w uchu, razem do�� dziwna mieszanka. Po paru dniach �miechu i zwracania uwagi wszystko wr�ci�o do normy, z reszt� wszyscy ju� byli przyzwyczajeni do moich r�nych ekstrawagancji. W domu zrobi�em ma�e przemeblowanie w swoim ma�ym pokoiku i rozplanowa�em wszystko tak, aby w szafce m�c postawi� o�tarzyk i m�c czci� b�stwa. Na pocz�tku m�j o�tarzyk by� troch� nieprzepisowy (mimo, �e ustawiony wed�ug instrukcji z jednej z b�ogos�awionych księ�ek). Martwi�o mnie te�,). Martwi�o mnie te�, �e nie stoi frontem na wsch�d (to wa�ne), ale niestety a� takiego przemeblowania nie mog�em zrobi� w pokoju (mia� 2mx2m).

Kiedy po jednej z wizyt w �wi�tyni dowiedzia�em się jak powinien wygl�da� poprawny o�tarzyk, nam�wi�em moj� mam� na wydatek i kupi�em pi�kne z�otawe ramki, w kt�re wstawi�em kolorowe zdj�cia b�stw: u g�ry po �rodku - Pan�a-Tattva czyli Pan Czeitanja* i jego towarzysze, potem ni�ej po jednej stronie (o ile pami�tam) sta� Pan Nriszimha*, a po drugiej za�o�yciel Mi�dzynarodowego Towarzystwa �wiadomo�ci Kriszny - �ri �rimad Bkaktivedanta Swami Prabhupada (to wszystko tytu�y i imiona duchowe, tak naprawd� nazywa� się Abhay Czaran De). Mia� by� moim mistrzem duchowym do momentu gdy nie przyjm� kt�rego� z �yj�cych mistrz�w (jego uczni�w). Stara�em się dba� o ten o�tarzyk, pali� kadzid�a b�stwom, zmienia� wod� do picia w specjalnych naczynkach, ods�ania� o�tarzyk rano, gdy wstawa�o s�o�ce (4-4:30), ofiarowywa�em b�stwom po�ywienie kt�rego "resztki" potem jad�em wraz z rodzin�. Mantrowa�em rano ile mog�em, z czasem udawa�o mi się 16 rund (2 godziny). Wieczorem po�egnanie moich b�stw i zas�oni�cie o�tarzyka. Czasami czu�em się jak w �wi�tyni. By�o wspaniale. Oczywi�cie do tego wszystkiego dochodzi�em stopniowo i nie wszystko od razu by�o cacy, ale by� czas, �e wszystko by�o wspaniale. Wywo�a�o to oczywi�cie lekk� reorganizacj� mojego �ycia rodzinnego, ale o tym p�niej. O dziwo dzi�ki samodyscyplinie osięga�em znakomite wyniki w nauce.

We Wroc�awiu usytuowanie �wi�tyni zmienia�o się dosy� cz�sto. Kiedy zacz��em tam się zjawia� (w weekendy, po tym jak �ci��em w�osy) by�a na ul. Nowowiejskiej. Stare poniemieckie mieszkanie, klimat troch� bardziej miejski, ale te� duchowy. Z regu�y uczestniczy�em w tzw. programach dla ludzi z zewn�trz, ale by�em te� par� razy na prawach reszty bhakt�w. We Wroc�awiu by�y inne b�stwa ni� w Czarnowie - te nazywaj� się Gaura-Nitay i prezentuj� Pana Czaitany� wraz z jego najbli�szym towarzyszem - Panem Nityanand�. Gdyby nie pewno��, �e w gr� wchodz� uczucia wy��cznie duchowe mo�naby mie� pewne podejrzenia o homoseksualizm mi�dzy tymi dwoma postaciami (ale precz plugawe my�li). Polecam lektur� na ten temat - wraz z obszernym komentarzem A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupady: Czeitanya Czaritamrita, sporo grubych tom�w, nie dobrn��em do ko�ca. Mo�na z niej dowiedzie� się wszystkiego o dzia�alno�ci tych os�b (a s� to postacie historyczne - 15 wiek).

�wi�tynia na Nowiejskiej by�a troch� za ciasna, wi�c wkr�tce b�stwa przenios�y się do jakiej� wynaj�tej willi, a na Nowowiejskiej pozosta� A�ram wy��cznie damski. W nowej �wi�tyni by�em tylko dwa razy, faktycznie by�a obszerna. Spotka�em tam raz jednego podstarza�ego bhakt� z d�ugimi w�osami i ubranego dosy� niechlujnie, który sprawia� wra�enie jakby przebywa� tam tylko z powodu braku miejsca zamieszkania. Ale to oczywi�cie byAle to oczywi�cie by�y tylko moje grzeszne, pe�ne pychy my�li. Faktycznie bywa�y momenty, �e czu�em się lepszy od innych. Wstydzi�em się tego. Czyta�em o tym i wiedzia�em �e powinienem się tego wstydzi�. Ogromne wra�enie zrobi�a na mnie w�wczas jedna księ�ka: "Nektar s�u�by oddania". Mog�em czytaj�c odnale�� się w niej z ka�dym momentem swojego �ycia, jest to księ�a genialna i przewiduj�ca tak, �e ka�dy mo�e w niej zobaczy� na jakim jest stopniu rozwoju duchowego i co go mo�e czeka� w tej dziedzinie, jakie zagro�enia i pu�apki.

P�niej �wi�tynia znowu zmieni�a lokalizacj�, zdaje się nawet, �e w�adze Wroc�awia przekaza�y ISKCON-owi* ca�y zrujnowany budynek po jakim� przedszkolu czy jako� tak. Nie by�em tam nigdy, by�em zbyt zaj�ty, �eby szuka� tego adresu. To sta�o się w momencie gdy ju� by�em troch� odsuni�ty od wsp�lnoty bhakt�w. Bhaktowie wtedy mieli fory u w�adz Wroc�awia, poniewa� przy okazji ta�c�w i �piew�w ulicznych, rozdawali te� za darmo posięki wegetaria�skie bezdomnym i innym ch�tnym. Poniewa� jedzenie to by�o ofiarowane Krisznie, wi�c mieli nadziej�, �e przez �ask� Kriszny (prasadam) przyci�gn� do niego jakie� nowe niewinne dusze i skorzystaj� na tym wszyscy. Wydaje się jednak, �e przynajmniej we Wroc�awiu, sięa Mayi* w epoce Kaliyugi* przewa�y�a. Dzisiaj widuj� bardzo rzadko bhakt�w na ulicach Wroc�awia.

Wa�brzych

W czasie kiedy by�em w �wi�tyni w Wa�brzychu, znajdowa�a się ona gdzie�owa�a się ona gdzie� w okolicach rynku (nie wiem czy dalej tam jest), w pomieszczeniu pierwotnie przeznaczonym na ma�y sklep. Nie by�o tam o ile wiem pokoi mieszkalnych, a o prysznicu kr��y�y legendy, poniewa� woda by�a wy��cznie zimna i to prosto z g��bi ziemi, jak to okre�li� jeden z moich koleg�w bhakt�w. O�tarz z b�stwami (ale wstyd, nie pami�tam jakimi) znajdowa� się w rogu g��wnego pokoju i by� widoczny z ulicy przez przeszklon� witryn�. By�em ta mo�e raz albo dwa. Prezydent tamtej �wi�tyni by� dla mnie bardzo przyjazny, na mnie robi�a niesamowite wra�enie jego przera�liwa chudo�� i czasem b��dne spojrzenie. Jego syn (mo�e 10 lat) te� by� przera�liwe chudy. Ale mo�e prezentowali taki typ budowy cia�a. To przez tego cz�owieka za�atwi�em sobie udzia� w tzw. Tourze Indradyumny Swamiego, obozie w�drownym, który opisz� p�niej.

Opr�cz niego charakterystycznymi postaciami byli bhakta Ada�, który p�niej otrzyma� inicjacj� i imi� Balarama*, oraz bhakta, z którym się dosy� zaprzyja�ni�em, ale, o zgrozo, nie pami�tam jego imienia. Bhakta Ada� to masywny, wielki osobnik, na dodatek bieg�y w sztukach walk wschodu, ale tych w typie aikido, czyli wykorzystuj�cych się� przeciwnika. By�em potem �wiadkiem kilku s�ynnych wyczyn�w tego bhakty (s�ynnych w pozytywnym sensie). S�ysza�em te�, �e mia� on problemy z otrzymaniem inicjacji, podobno odmawiano mu jej par� razy z rz�du, (plotki) i to z powodu jego impulsywnego charakteru (plotki).

Gda�sk

W Gda�sku widzia�em tylko ty� kuchni �wi�tyni, pami�tam �e mie�ci�a się ona w jakiej� willi. Ale za to w Gda�sku mie�ci się (???) restauracja wegetaria�ska - krysznaicka o nazwie "Govinda"*. Pami�tam, �e by�a w kt�rej� z bocznych uliczek tej najwi�kszej i najpi�kniejszej ulicy starego miasta w Gda�sku. Troch� tam pustawo by�o, ale �adnie. I jedzenie smaczne, po�ywne, nawet tanie, (ale troch� ma�o). Za to ofiarowane Krisznie, czyli �wi�te - czysty zysk. Je�li kto� wie, czy ta restaurcja nadal istnieje, prosz� o informacje.

Miejsca te mia�em okazj� odwiedzi� w czasie touru, o którym zaraz napisz�.

7. Reakcje rodziny

Rodzice moi reagowali jak zazwyczaj na wszystkie moje poczynania. Mama - z trosk�, poparciem, zainteresowaniem, zaciekawieniem. Tato - ma�o zainteresowany, uprzedzenie, irytacja. Siostra - przychylno�c, zaciekawienie, na�ladowanie. Szerzej - moja mama i siostra docenia�y pozytywne zmiany jakie we mnie zasz�y. Przekonywa�a je argumentacja, �e jedzenie mi�sa jest szkodliwe dla zdrowia, z czasem przesta�y je je��. Moja siostra nie je mi�sa do dzisiaj. Pr�bowa�a te� anga�owac się mocniej, ale z pewnymi rzeczami nie mog�a się pogodzi�.

Z tym, �e jedzenie musia�o by� ofiarowane b�stwom by�o trudno pogodzi� się wszyskim. Mia�o to bardzo powa�ne konsekwencje, np. nie mo�na by�o pr�bowa� smaku potrawy przed podaniem b�stwom, �eby jej m b�stwom, �eby jej nie zbeszcze�ci� (�lina jest nieczysta w kulturze wedyjskiej). Oczywi�cie o �adnych w�osach w zupie nie mog�o by� mowy, znaleziony w�os dyskwalifikowa� potraw�. Ci�gle urz�dza�em awantury o te pr�bowanie potraw, moja mama nie umia�a inaczej gotowa� (ja nauczy�em się doskonale - ha!). Stawa�em się ma�ym tyranem i fanatykiem, pod moim wp�ywem siostra i mama zmieni�y sporo dotychczasowych przyzwyczaje� kuchennych.

Ojciec by� ogromnie niezadowolony, z czasem widzia� coraz mniej mi�sa na talerzu, w ko�cu us�ysza�, �e jak che zje�� mi�so to nie w domu. Musia� zadowoli� się tym co zjad� w go�ciach. Biedny. Je�li chodzi o wzgl�dy zdrowotne, to jest osob�, kt�rej dieta wegetaria�ska jest najbardziej potrzebna (ma nadci�nienie).

Pami�tam, jak pewnego dnia ojciec rozgniewa� się bardzo, gdy chcia� podzielic się ze mn� jakimi� przemy�leniami, albo jak�� spraw� mi przekaza�, a ja ju� k�ad�em się spa�. W naszej rodzinie zawsze k�adli�my się p�no spa�, a tutaj ja o 22 m�wi�, �e nie mam czasu na rozmow�. Dlaczego? Bo musz� i�� spa�. Je�li nie po�o�� się spa� o 22 to nie wy�pi� się do 4 rano. Bardzo się stara�em przestrzega� tych godzin, czasem się nie udawa�o, ale stara�em się. Nie chcia�em pope�nia� obraz przy czczeniu swoich b�stw, a tak� obraz� jest zbyt p�ne ich budzenie.

Ojciec bardzo �le znosię zapach kadzide�, prawdopodobnie z powodu uszkodzonej przez WZW typu B w�troby. (Zarazi� się w pracy przeprowadzaj�c przeprowadzaj�c operacj�). Uwa�a� te�, i prawdopodobnie uwa�a do dzisiaj, �e w kadzide�kach tych s� zawarte jakie� substancje narkotyzuj�ce. Chyba mia� troch� racji, wdychanie jakiegokolwiek dymu jest niekorzystne, a co dopiero gdy ma się pok�j tak ma�y jak mia�em ja. Twierdzi�, �e bhaktowie maj� b��dne oczy od odurzenia tymi kadzide�kami. Ja nic takiego nie zauwa�y�em. Wiedzia�em jednak o niektórych bhaktach, �e w przesz�o�ci mieli problemy z narkotykami.

Na moje 18 urodziny, których w og�le nie obchodzi�em w my�l filozofi, �e nie s� istotne moje urodziny, tylko urodziny Kriszny, przyjecha�a moja matka chrzestna. By�a zaszokowana, na obiad dosta�a Bandgobhi Alu Sabd�i z ry�em i sur�wk�, da�a mi w prezencie zodiakalnego wodnika na z�otym �a�cuszku, i rozpocz�li z ojcem narzekanie i obgadywanie "sekty krisznowskiej". By�em z�y, ale pokornie się wycofa�em. Mama chrzestna pojecha�a i chyba się z ni� nie widzia�em od tamtej pory.

Babcia (u kt�rej z reszt� by�em na wakacjach w Kamiennej G�rze) by�a bardzo niezadowolona. Jej g��wnym argumentem by�o to, �e jestem ostatni z rodu i dzieci moje powinny by� wychowane po katolicku. :-)

8. Tour Indradyumny Swamiego

Jak ju� pisa�em wcze�niej, przez prezydenta �wi�tyni w Wa�brzychu dowiedzia�em się, �e m�g�bym bra� udzia� w tourze Indradyumny Swamiego. Bardzo chcia�em co� zrobi� dla Kriszny, nie chcia�em byc te� postrzegany stale jako bhakta "domowy" - takich bhakt�w cz�sto bhaktowie mieszkaj�cy w �wi�tyniach okre�lali mianem "fr�dzli". Kiedy� to us�ysza�em i zrobi�o mi się przykro. S�ysza�em wiele dobrego o tourze od bhakt�w kt�rzy w nim uczestniczyli i zapragn��em sam spr�bowa�. Mi�dzy 3 a 4 klas� liceum mia�em ca�e wakacje wolne, postanowi�em wi�c skorzysta� i sp�dzi� jeden miesięc (tyle trwa� tour) na intensywnej s�u�bie dla Kriszny. To by� zdaje się sierpie�. Otrzymawszy od rodzic�w pieni�dze (uczestnictwo w tourze kosztowa�o ok. 100 dolar�w - swoj� drog� dlaczego dolar�w? Nie wiem do dzisiaj) spakowa�em sw�j worek �eglarski i wsiad�em w poci�g do Wroc�awia. We Wroc�awiu przesiadka w zat�oczony poci�g do Ko�obrzegu. W poci�gu uda�o mi się znale�� miejsce w pe�nym ludzi przedziale. Obok mnie siedzia�a fajna mama z fajn� c�r� (ale niestety c�ra kopci�a fajki). Naprzeciw siedzia� tzw. "trep" czyli �o�nierz zawodowy i, uwierzcie mi, wida� to by�o po jego twarzy. Obok niego ok. 40-o paro letni facet, jak się p�niej okaza�o, nauczyciel WF. Pozostali podr�ni nic nie m�wili, wi�c ich nie zapami�ta�em. Zorientowawszy się kim jestem (a mo�na to by�o pozna� po mojej fryzurze) kobiety zacz�y zadawa� pytania. Odpowiedzi na niekt�re z nich zbywa�y �miechem, na inne reagowa�y �yczliwym zainteresowaniem. Trep, us�yszawszy o czysto�ci seksualnej w�r�d Krisznowc�w zacz�� popisywa� się niewyrafinowanymi dowcipami na temat tego, �e b�ona dziewicza powt�rnie odrasta i tym podobne. Bardzo dowcipny by�, ale nie spodziewa�em się wi�cej po trepie (tutaj przepraszam wszystkich porz�dnych i inteligentnych �o�nierzy zawodowych). Oczywi�cie by�em zniesmaczony ca�� sytuacj�, zwa�ywszy, �e durne baby bawi�y takie dowcipy, ale dzielnie gra�em rol� ewangelizatora i elokwentnego �wi�tego. Podr� trwa�a ca�� noc, rankiem musia�em przesię�� się w kolejny poci�g, chyba do Rewala. W tym poci�gu spotka�em bhakt�w, kt�rzy cz�stowali mnie jakimi� czerstwymi tzw. czipsami, a faktycznie by�y to sma�one w oleju paluszki z ciasta chlebowego - specjalno�� polskich bhakt�w. Zale�a�o im, �eby się ich pozby�, a nie mogli wyrzuci�, bo �aski Kriszny nie mo�na wyrzuci�. To obraza. Dodatkowo liczy się fakt, �e jedzenie ofiarowane Krisznie nigdy się nie psuje. Jeden z tych bhakt�w strasznie mnie irytowa� swoim nachalnym sposobem bycia, razi�a mnie te� jego g�upio roze�miana g�ba - ale musia�em �wiczy� pokor�. Zgani�em się w duchu i milcza�em. Dojechali�my na miejsce, gdzie po uiszczeniu op�aty mogli�my ulokowa� się w pokojach. Kwatera g��wna w tym mie�cie znajdowa�a się w jakiej� szkole podstawowej (podobnie jak w innych miejscowo�ciach p�niej). Pokoje w których sypiali�my by�y po prostu salami lekcyjnymi, gdzie na pod�odze lub biurkach szkolnych rozk�adali�my karimaty i �piwory na noc. W jednej ze szk� by�y tzw. kanadyjki, czyli stare drewniano-brezentowe ��ka polowe. W szkole tej by�a te� ca�a masa karaluch�w. Ale o tym p�niej.

Bardzo chcia�em by� t�umaczem symultanicznym mistrza duchowego, takie by�o moje marzenie. Zadeklarowa�em się prezydentowi �wi�tyni Wa�brzyskiej, �e znam dobrze angielski, on u�miechn�� się, ale nie odm�wi� pomocy. Od razu po przyje�dzie nada�y�a się okazja do t�umaczenia. �ri Prahlad Prabhu, zaawansowany bhakta z Nowej Zelandii mia� obja�ni� wszystkim rozk�ad dnia. Zebrali�my się wszyscy w jednej sali. Prahlad Prabhu zacz�� m�wi�, ja nie wyspany usięowa�em t�umaczy�. Jednak pojawi�y się dwie przeszkody - jedn� by� trudny nowozelandzki akcent Prahlada, a drug� okaza� się m�odszy ode mnie bhakta Radek, który ledwo zd��y�em (a m�j i tak ju� s�aby refleks dodatkowo się zwolni� ze zm�czenia) otworzy� usta, wchodzi� mi w s�owo z w�asnym t�umaczeniem. Chyba �e by�o co� trudniejszego, wtedy czeka� a� ja się odezw�. Gdy jednak proponowa�em mu, �eby przej�� zadanie, odmawia�.

Czu�em się upokorzony i za�amany niepowodzeniem. Kiedy rozeszli�my się do swoich spraw (czyli g��wnie do mantrowania zaleg�ego z nocy w poci�gu), my�la�em d�ugo o tym co się sta�o i dochodzi�em do wniosku, �e to Kriszna chce wypr�bowa� czy jestem pokorny. Bhakta �w, kt�rego zreszt� lubi�em i uwa�a�em za inteligentnego cz�owieka, przeprosię mnie szczerze oddaj�c mi pok�on, czym mnie bardzo rozbroi�, ale jednocze�nie mile po�echta� moja dum�, co mnie te� bardzo zawstydzi�o. Przyznacie, �e to i�cie piekielna mieszanina uczu�. Wszystko rozesz�o się po ko�ciach, nie by�o czasu �eby to rozpomina�. Wkr�tce zacz��em przekonywac się, �e bhaktowie znacznie się r�ni� mi�dzy sob�, tak jak inni ludzie, pod wzgl�dem temperamentu, inteligencji, wykszta�cenia, wygl�du i innych cech. Z�apa�em się na tym, �e zawsze my�la�em o bhaktach, �e powinni byc tacy sami z racji wyznawanej religii, albo wydawali mi się podobni przez swoje fryzury i szafranowe szaty. Co gorsza, temperamentu niektórych nie mog�em znie�� bez zaciskania z�b�w. Ale to przecie� Kriszna mnie testowa�. Po kr�tkim spaniu rozpocz�� sie pierwszy dzie� z serii bardzo podobnych do siebie dni ci�kiej pracy. Bhaktowie zostali poprzydzielani do r�nych zaj��. Ca�y Tour wygl�da� tak: codziennie bhaktowie kuchenni przygotowywali posięki, inni rozprowadzali literatur�, inni sprz�tali, niekt�rzy wychodzili robi� kirtany. Nie wiem za bardzo co robili najbardziej zaawansowani bhaktowie, ale pewnie mieli du�o pracy zwi�zanej z organizacj� samego przedsięwzi�cia, finansami, a tak�e na pewno musia� kto� czci� b�stwa (mieli�my turowe b�stwa podr�uj�ce - Lakszmi-Nriszimha).

W ka�dej miejscowo�ci, w kt�rej byli�my, lub w okolicznej, robilismy w wynaj�tej sali tzw. program. Program to by� wyst�p 1-2 godzinny, �piewy, ta�ce ludowe, wyk�ad �ri Indradyumny Swamiego, pocz�stunek wegetaria�ski (prasadam Kriszny). Ludziom bardzo się podoba�o, muzyka nie by�a tylko ludowa, na koniec wyst�powa� nasz zesp�, który gra� reagge i lekkiego rocka. Mieli�my ca�y sprz�t, na saksofonie gra� p�niej bhakta Radek, gra� te� czarnosk�ry bhakta Collin z Londynu. Mia� �liczn� ma�� c�reczk� z zar�bistymi k�dziorami. Ale zbaczam z tematu. Obje�dzili�my sporo miejscowo�ci. Pami�tam Gda�sk, Gdynia, Sopot, Mi�dzyzdroje, Ustka, S�upsk, Koszalin, Ko�obrzeg, jeszcze jakie� by�y. W dni, kiedy nie by�o program�w, wi�kszo�� bhakt�w je�dzi�a rozprowadzac literatur�. Cz�� bhakt�w chodzi�a w ma�ej grupie robi� kirtan na ulicy w danym mie�cie, lub na pla�y. Prowadzi� albo bh. Prahlad, albo sam Indradyumna Swami. Kirtan to sanskryckie s�owo oznaczaj�ce pewien rodzaj zobiorowego �piewu religijnego. Ja uczestniczy�em w paru takich wypadach, czasem jako t�umacz Prahlada, tego co mowi� do ludzi gdy zebrali sie ogl�da� dziwowisko. Rozdawali�my wtedy zaproszenia na najbli�szy program.

Mieli�my mikrofon, g�o�nik na akumulator, karatale, mridang� i akordeon czy te� harmoni� (Prahlad dobrze gra� na tym instrumencie). By�o to okropnie m�cz�ce, upa�, trzeba by�o się usmiecha� i udawa� szcz�liwego mimo zm�czenia. Nawet usię�� prawie nigdy nie mo�na by�o. Tym bardziej podziwia�em Prahlada, by� niezniszczalny. Chcia�em byc taki jak on, wszyscy chcieli�my.

T�umacz�c, pope�nia�em sporo b��d�w, kt�re czasem poprawia�a bhaktinka lepiej rozumiej�ca �ywy angielski Prahlada. Bardzo mnie to za�amywa�o i stara�em się wymiga� od tak przeze mnie upragnionej funkcji t�umacza. Przyk�ad - Prahlad m�wi: "Nie b�jcie się, w�osy wam nie wypadn� jak powiecie 'Hare Kriszna' ". Ja t�umacz�: "Nie b�jcie się, g�owy wam nie odpadn� jak powiecie 'Hare Kriszna' ". By�o jeszcze par� takich kwiatk�w. Na szcz�cie przewa�nie m�wi� to samo, wi�c nauczy�em się prawie na pami��. Np. "Wiecie czemu mamy takie g�adko ogolone g�owy? - Nie? �eby szybciej p�ywa�." Wszyscy w �miech, ale on powaznie twierdzi�, �e nasz zawodnik zawsze wygra. Wystawia� naszego zawodnika, co ciekawe zupe�nie nie wiedz�c nic o jego umiej�tno�ciach p�ywackich, bra� go na oko. I o dziwo, nasz wygrywa�. To by� cud, widzieli�my na w�asne oczy jak Kriszna dzia�a przez niego, nie przejmowa� się niczym, robi� z zaskoczenia najbardziej nieprawdopodobne rzeczy i zawsze mu się udawa�o. Byli�my ol�nieni. Prahlad nalega�, abym t�umaczy�, podobno mia�em dobry g�os i dykcj� i przekonywuj�co m�wi�em. Jednak pewnego dnia zrezygnowa�em. Mo�e ze zm�czenia a mo�e z lenistwa. Liczy�em, �e inne zaj�cia b�d� mniej m�cz�ce. Postanowi�em sprawdzi� swoje sięy jako bhakta sankirtanu. Sankirtan to taki rodzaj szerzenia �wiadomo�ci Kriszny, który polega na rozprowadzaniu (nie m�wi�o się sprzedawaniu) literatury transcendentalnej. Ka�dy kto kupi� tak� księ�k�, mia� szans� uzyskac �ask� Kriszny i dokonywa� post�pu na drodze rozwoju duchowego.

Wyje�d�ali�my dw�jkami rano do jakiej� nadmorskiej wsi lub miasta, bior�c po par� księ�ek. Chodzili�my ca�y dzie� w upale usięuj�� nam�wi� ludzi na te księ�ki. To wymaga�o specjalnych predyspozycji. Nale�a�o u�ywa� specjanych s��w, zda�. Trzeba by�o się u�miecha� i nie okazywa� zm�czenia, co dopiero zniecierpliwienia czy irytacji. Oczywi�cie w trakcie ca�ego Touru chodzili�my ubrani w stroje "ludowe". Ogolone g�owy z sikh� i tilak na czole. Lubi�em taki image. Ludzie reagowali r�nie. jeden facet zgnoi� mnie raz okrutnie, zburzy� ca�� moj� dum�. By�em w jakim� du�ym mie�cie z moim m�odszym koleg�, te� z Nowej Zelandii. Zauwa�y�em porz�dnie wygl�daj�cego go�cia, wi�c podszed�em do niego z pytaniem: Czy kupi�by pan mo�e ciekaw� księ�k�? A on na to: Od pana na pewno nie. Uwierzcie, ale to co on powiedzia� zabola�o mnie bardzo mocno, ugodzi�o w prosto w moje ca�e poczucie pewno�ci siebie i w�asnej warto�ci, jakie budowa�em przez d�ugi czas. Poczu�em przyp�yw adrenaliny i wycedzi�em: Dlaczego? Facet jeszcze bardziej zdenerwowany, wykrztusię: Bo mi się pan nie podoba! I tutaj co� we mnie wst�pi�o, z angielsk� flegm� zapyta�em pokazuj�c na m�odzego koleg�: A on się panu podoba? Facet o ma�o mnie nie pobi�, ca�y się zagotowa� w �rodku, ale to by� koniec rozmowy. Moje problemy z poczuciem w�asnej warto�ci i dumy powodowa�y mizerne rezultaty je�eli chodzi o ilo�� rozprowadzonej literatury. By�em ma�o przekonywuj�cy i nie potrafi�em ludzi zabajerowa�, �eby kupili co�, co im naprawd� nie by�o potrzebne. Modli�em się do Kriszny, ale bez rezultat�w. Trwa�o to kilka dni i postanowi�em p�j�c do gar�w, do jakie� odm�d�aj�cej pracy, nie wymagaj�cej my�lenia, ani umiejetno�ci marketingowych :-).

Liczy�em na to, �e praca w kuchni b�dzie l�ejsza. Nic bardziej mylnego. Trzeba by�o wstawa� wcze�niej ni� inni, k�a�� się spa� p�niej ni� inni. Mog�em się tego spodziewa�. W pewnym sensie naprawd� by�o �atwiej, bo nie trzeba by�o nigdzie chodzi� w upale, ani posiada� zdolno�ci negocjacyjnych czy innych. Wystarczy�o obiera� ziemniaki, kalafiory, kapusty, zmywa� naczynia, nosię stukilowe garnki, itp. W czasie obierania warzyw rozmawiali�my o Krisznie, s�uchali�my opowiada� o rozrywkach Kriszny, którymi raczy� nas nasz kucharz. Kucharz by� bardo sympatycznym facetem, lubi� poklepywa� po plecach, obejmowa� i generalnie by� dosy� wylewny w okazywaniu sympatii. Czu�em się przez to troch� zak�opotany, gdy� dotykanie cudzego cia�a z tego co wiedzia�em mog�o pozostawiac pewne w�tpliwo�ci co do intencji, no chyba �e odbywa�o się to wszystko na p�aszczy�nie transcendentalnej :-), wi�c problem tkwi� raczej w moich brudnych my�lach.

W czasie prac kuchennych rozmawiali�my czasami te� o innych sprawach, troch� bardziej przyziemnych, wiedzieli�my jednak, �e nie ma z takich rozm�w du�ego po�ytku dla naszego rozwoju duchowego, wi�c starali�my się porusza� tematy transendentalne.

Tutaj par� s��w sk�d brali�my te wszystkie warzywa: cz�� na pewno by�a kupowana, z �rodk�w zdobytych przez bhakt�w rozprowadzaj�cych literatur� transcendentaln�, kadzid�a. Cz�� dostawali�my za darmo. Nasz kucharz naczelny z pomoc� jednej lub dw�ch os�b je�dzi� co jaki� czas na gie�d� roln�, bodaj�e do Gda�ska. Tam, jak s�ysza�em, znajdywali się ludzie kt�rzy zgadzali się nas wesprze�, ofiarowuj�c nam cz�c swojego towaru. Bardzo się cieszyli�my, �e ludzie znajduj� zrozumienie dla naszej misji. Niekiedy ofiarowywano nam towary kt�re nie nadawa�y się ju� na sprzeda�, np. prawie czarne banany. Jednak nic się nie zmarnowa�o. Trafia�a się te� na przyk�ad nadpsuta kapusta, kt�r� pracowicie oczyszczali�my odkrawaj�c nadgni�e kawa�ki. Na moj� uwag� co do jako�ci tego po�ywienia, jeden z bhakt�w kuchennych odpar�, �e w �wiatyni w Czarnowie bhaktowie jedz� gorsze rzeczy. �e powinienem byc zadowolony. Usuwali�my wi�c zielone g�siennice z kalafior�w, odk��daj�c je na bok, �eby nie zabija�, odkrawali�my dzielnie zepsute kawa�ki kapusty. Walczyli�my. Zastanawiali�my się co dzieje się z robaczkami zabitymi przez nas niechc�cy no�em w czasie pracy. który� ze starszych bhakt�w stwierdzi�, �e dusze znajduj�ce się w cia�ach tych g�siennic s� na pewno zbawione. Kto� kto ginie zabity dla Kriszny, zostaje zbawiony, podobnie jak wojownicy na polu Kurukszetra opisanym w Bhagavad Gicie. Zazdro�cilismy tym g�siennicom. One ju� by�y zbawione, a nas czeka�o jeszcze tyle tysięcy lat pracy, i wcielania się.

Zapad�o mi w pami��, �e niekt�rzy bhaktowie zdradzali dziwne zami�owanie do s�odyczy, szczeg�lnie s�odkich kulek kr�conych z mleka w proszku, cukru pudru, bakalii. Sam lubi�em s�odycze, ale dziwna ekscytacja towarzysz�ca tym kulkom by�a dla mnie niezrozumia�a. S�ysza�em te�, �e niekt�rzy bhaktowie sporz�dzaj� dziwne potrawy, kt�re mia�y w za�o�eniu by� bardzo s�odkie. Na przyk�ad tzw. ��w. Robi się go tak: Kupion� puszk� ze skondensowanym s�odkim mlekiem gotuje się 24 godziny w garnku z wod�. Potem puszk� się otwiera. Zawarto�� puszki karmelizuje się i jest bardzo s�odka.
Tajemnica wyja�ni�a się. Uderzeniowa dawka cukru powoduje gwa�towny nap�yw glukozy do m�zgu, co wywo�uje chwilow� eufori� i stan ekscytacji, poprawia humor i rozwi�zuje j�zyk. Bhaktowie nie mog�c stosowa� u�ywek, aby nie �ama� jednej z 4 zasad, odurzali się cukrem. O te s�odkie kulki ukr�cone z pozosta�o�ci po innych potrawach, odbywa�y się wr�cz wojny podchodowe. Wiem, bo sam podkrada�em je czasami z blachy ukrytej na wysokiej lod�wce. ;-)

Historia z jogurtem:
W jednej z miejscowo�ci zdarzy�o się tak, �e przeprowadzali�my się. Mieli�my prawie ca�y garnek w�asnor�cznie zrobionego jogurtu, z którym nale�a�o co� zrobi�. Zacz�li�my go wi�c rozlewa� ka�demu bhakcie, który chcia� się napi�, jogurt by� ch�odny, a dzie� upalny, wi�c ka�dy ch�tnie się napi�. Ja sam wypi�em chyba prawie litr. R�wnie du�o wypi� jeden z moich koleg�w. Zadowoleni k�adli�my się spa� w jaki� czas p�niej.
W nocy obudzi�o mnie okropne uczucie, �e zaraz wybuchn�, �e jaki� obcy rozerwie mnie od wewn�trz. Otworzy�em oczy i stwierdzi�em z przera�eniem, �e nie mog� się ruszy�, bo ka�dy ruch grozi mi uwolnieniem zawarto�ci jelit. Brzuch mia�em wzd�ty i ca�y mokry. Uda�o mi się poma�u wsta� i posuwistym krokiem pomkn��em szybko, ale ostro�nie do ubikacji. Po drodze min��em owego koleg� który dor�wna� mi w ilo�ci wypitego jogurtu, wraca� z ubikacji, jemu r�wnie� uda�o się wsta� na czas, i ju� uwolni� się od k�opotu. Za�miali�my się szczerze, on swobodnie, a ja ostro�nie.
Uwa�ajcie na ilo�� pitego jogurtu.

Karaluchy
W jednej ze szk� ilo�� robali by�a nie do prze�ycia. W nocy potrafi�y biega� po nas kiedy spali�my w �piworach na karimatach roz�o�onych na pod�odze. Czasami budzi�y nas okrzyki przera�enia bhaktinek. �mialismy się z tego, ale by�o to dosy� powazne zagro�enie dla higieny kt�ra winni byli�my zachowywa� i czysto�ci po�ywienia, kt�re mia�o byc ofiarowywane Krisznie. Przeprowadzili�my się wi�c dosy� szybko.

Patelnia:
Zdaje się, �e w tej samej szkole by�a patelnia, kt�r� zastali�my po przybyciu ca�� zatopion� w zwierz�cym t�uszczu. By�a to taka du�a przemys�owa patelnia, kt�rej u�ywa się w zak�adach masowego �ywienia, na du�ym stojaku i z mo��iwo�ci� przechylenia jej i wylewania t�uszczu do wiadra. Z wielkim obrzydzeniem zabra�em się za czyszczenie tej patelni, aby nadawa�a się do u�ytku. Pod warstw� zastygni�tego t�uszczu by�a jeszcze 3 centymetrowa skorupa z t�uszczu spalonego.
Oczywi�cie patelnia nawet po wyczyszczeniu by�aby nieczysta w sensie duchowym, jednak nie mieli�my wyj�cia i trzeba by�o i�� na takie kompromisy.
Czy�ci�em t� patelni� chyba ze 2 dni. Pod koniec skroba�em czym się da�o spalony t�uszcz, docieraj�c w ko�cu do metalowego dna. By�em z siebie dumny i my�la�em �e Kriszna na pewno jest ze mnie zadowolony. Poczu�em jednak lekkie uk�ucie kiedy dowiedzia�em się, �e niepotrzebnie to robi�em bo przez karaluchy wyprowadzili�my się natychmiast po oczyszczeniu przeze mnie patelni. Stara�em się wyobrazi� sobie jak� min� b�d� mia�y kucharki szkolne kiedy wr�c� po wakacjach do tej kuchni. :-)

Spory
Mi�dzy bhaktami nie wszystko by�o idealnie, jak to mi�dzy lud�mi. Zdarza�y się pewne spory i nieporozumienia. Jedno z nich dotyczy�o alfabetu devanagari, który jest uzywany do zapisywania sanskrytu, hindi i niektórych innych j�zyk�w u�ywanych w indiach. Alfabetem tym mo�na zapisywa� te� inne j�zyki, w tym polski. Kiedy pisa�em swoje imi� alfabetem devanagari, jeden z bhakt�w nie potrafi� tego zrozumie�, t�umaczy�em mu, �e cyrylic� te� mo�na zapisywa� j�zyk polski i inne, niestety on okrzykn�� mnie spekulantem umys�owym i nie chcia�o mi się z nim spiera� wi�cej.

Bhakta Adam
Bhakta Adam, który p�niej otrzyma� imi� Balarama, zna� d�udo albo podobn� sztuk� walki. Poza tym by� dosy� energiczym cz�owiekiem mimo poka�nej tuszy. Po jednym z tzw. program�w dla publiczno�ci, jacy� kolesie przyszli dymi�, wyzywali jednego z nas od peda��w, zaczepiali na r�ne sposoby. Bhakta Adam wykr�ci� kolesiowi r�k�, i nastraszy� go nie�le. Tamten chyba podpity wydziera� się w niebog�osy, �e ma r�ke z�aman�, obla� Adam wod� z kubka i zrobi�a się ma�a rozpierducha. By�o weso�o :-).

Ma�a utarczka z lokalnym "�rodowiskiem"
Bodaj�e w Gdyni, ale na peryferiach, kiedy obierali�my ziemniaki, przysz�o do nas paru �uli. Ja widzia�em to z daleka, jeden z nich zapragn�� się pochwali�, �e umie kopa� w g�ow� i markowa� to kopni�cie. Jeden bardziej krewki bhakta zobaczy� to z daleka i my�la� �e walka się odbywa, podbieg� i pobi� troch� kolesia. Oni wypowiedzieli nam wojn� wtedy, powiedzieli �e �ycia nie mamy ju� w Gdyni. Sko�czy�o się na przeprosinach, nasza ekipa sz�a z paluszkami chlebowymi przeprasza� i uda�o się.

Kompromitacja przy guru
Kompa�em się pod prysznicem, kiedy wszed� jaki� starszy bhakta w barwach brahmacarina, m�wi�cy po angielsku, wraz z nim polski bhakta. Jedyny prysznic dzia�aj�cy to by� ten pod którym sta�em. Op�uka�em się nie ust�puj�c miejsca, i wyszed�em. Polski bhakta zwr�ci� mi uwag�, �ebym uwa�a� bo mog� pope�ni� obraz�. Nie wiedzia�em o co mu chodzi, ale po chwili jak piorun uderzy�a we mnie �wiadomo��, �e obrazi�em guru, nie do��, �e nei ust�pi�em mu miejsca, to jeszcze k�pa�em się prawie nagi, jak ma�pa, w samych majtkach. Zmyli�o mnie to, �e ten mistrz duchowy nie przyj�� sannyasy*, by� brahmacarinem*, mimo �e przyjmowa� uczni�w. Nosię wi�c pomara�czowe ubranie takie jak my, a nie szafranowe. �onaci m�czy�ni nosz� natomiast bia�e ciuchy. Wyrzuty sumienia prze�ladowa�y mnie ca�y dzie�, dop�ki nie z�o�y�em dandavatu (czyli nie pad�em twarz�) przed tym mistrzem w czasie oficjalnego przedstawienia.
Swoj� drog� te� wola�bym by� brahmacarinem ni� sannyasinem, sannyasini musz� k�pac się 6 razy dziennie bez wzgl�du na to gdzie s�. :-)

---------2002-12-02------------

Mantra brami�ska
W czasie jednego z pochod�w po pla�y, kiedy rozdawali�my zaproszenia na nasz program, zrobili�my sobie chwil� przerwy. Wtedy podszed�em do jednej z matad�i, siedzia�a w ciszy na murku przy pla�y. Pytam: Jak masz na imi�? Ona nic nie odpowiada. Ponawiam pytanie. Znowu cisza i widz�, �e ona kieruje oczy ku niebu z wyrazem irytacji. Znowu pytam ju� ze�lony troch�. Podchodzi jej kole�anka i m�wi do mnie: Nie przeszkadzaj, ona odmawia Mantr� brami�sk�. Wstyd straszny, przeprosięem je i się zamkn��em. Po sko�czeniu mantry odmawiaj�ca j� bhaktinka wyt�umaczy�a mi, �e mantr� brami�sk� odmawiaj� bhaktowie b�d�cy braminami (czyli po drugiej inicjacji) i �e odmawia się ja w my�li, bo jest znana tylko w�a�cicielowi i jego mistrzowi duchowemu który j� nadaje w czasie inicjacji brami�skiej, razem ze �wi�tymi niciami.

Wyst�py
Pami�tam dosy� dobrze kilka z naszych wyst�p�w na wybrze�u. Pami�tam, �e najwi�ksz� przyjemno�� sprawia� mi kontakt z lud�mi spoza ruchu, ale z tymi, kt�rzy byli ciekawi, zadawali pytania a ja mog�em udziela� im wyja�nie�. Pami�tam te�, �e zakocha�em się chyba z 3 razy, co wprawia�o mnie w zak�opotanie. Prawdopodobnie zakochiwanie się przychodzi�o mi tak �atwo ze wzgl�du na dosy� ascetyczny tryb �ycia. Wiem, �e podobne rzeczy prze�ywali inni moi koledzy z turu.
Podczas programu w Ustce natkn��em się na �liczn�, malutk� dziewczyn� z pi�knymi rudymi w�osami. Mi�o nam się rozmawia�o, a� za bardzo. Szybko pojawi� się bhakta Vrindavan Chandra*, aby wybawi� mnie z opresji. Udzieli� mi rady, abym nie rozmawia� sam z kobietami.
Dziewczyna po�egna�a się po chwili, poszli�my dalej by napotka� kolejn� pi�kno��. Tutaj ju� zosta�em dos�ownie oszo�omiony, uroda tej dziewczyny dos�ownie mnie sparali�owa�a. Musia�em mie� dosy� dziwn� min�, towarzysz�cy mi bhakta wydawa� się dosy� rozbawiony. Ja wpatrywa�em się w cudowne zjawisko prawie bez s��w, ju� nawet nie zale�a�o mi aby ukrywa� swoje emocje, mia�em przez moment w dupie wszystko. Chcia�em porzuci� wszystko i odej�� z t� dziewczyn�. Powiem szczerze, �e czasami rozmy�lam na ten temat i zastanawiam się jak potoczy�yby się moje losy, gdybym to zrobi�.
Je�li ju� odezwa�em się do niej, to ka�de moje s�owo �wiadczy�o o tym, �e zakocha�em się po uszy. "Urodzi�a� się pod znakiem byka?" wypali�em i okaza�o się, �e celnie, zrobi�o to na niej wra�enie. Da�em jej sw�j adres, niestety nigdy nie napisa�a. Je�li to mo�e przeczytasz przypadkiem tajemnicza nieznajoma, odezwij się prosz� ;-)
Bhakta Vrindavan Chandra usięowa� w swej dobroci serca jako� zatuszowa� moje wyg�upy.
"Kolega interesuje się astrologi�". To by�o jak najbardziej w porz�dku - astrologia mie�ci się ca�a w dziedzinie religii kt�r� wyznawali�my.
Mi�dzyzdroje by�y ca�kiem fajne, najbardziej zapami�ta�em grup� jakich� gorliwych wyznawc�w Jezusa, kt�rzy protestowali przed budynkiem, w którym mieli�my wyst�powa�. Skandowali: Jezus moim panem, Jezus moim panem! Nie dali sobie wyt�umaczy�, �e nie odrzucamy Jezusa i �e wyznajemy tego samego Boga, tylko uwa�amy, �e jego prawdziwe imi� to Kriszna, i �e uznajemy Jezusa za syna Kriszny. Nie pami�tam jak się sprawa sko�czy�a, prawdopodobnie jako gorliwi chrze�cijanie nie zdo�ali wykrzesa� z siebie wystarczaj�co agresji aby nam przeszkodzi�. Wyst�p się odby�.

Zapasy na piasku
Pami�tam, �e jako tzw. bhaktowie kuchenni mieli�my zawsze du�e obci��enie prac�. Jednak nasz szef mia� dobre serce i nagradza� nas za prac�. Raz zabra� nas na dzik� pla��, gdzie mogli�my się k�pa� do woli. Popularnym sportem bhakt�w by�y zapasy. Ciekawe dlaczego. My�l�, �e wynika�o to r�wnie� z potrzeby kontaktu fizycznego z innym cz�owiekiem. Ob�ciskiwanie dziewczyn by�o niemo�liwe, kontakt fizyczny uwa�any by� za zadowalanie zmys��w poprzez "cieszenie się czyim� cia�em". No to by�y zapasy.
Pami�tam, �e bhaktowie dystansowali się niekiedy do swoich dzieci, aby odsun�� podejrzenia o "zadowalanie zmys��w".

Wyk�ad o kobrach
W czasie jednego z wyk�ad�w odbywaj�cych się pod koniec touru, mistrz duchowy Indradymuna Swami zacz�� m�wi� o kobrach. Opowiedzia�, �e kobry potrafi� lata�, oraz, �e kobry ��cz� się w pary. Je�li cz�owiek zabije jedn� kobr�, jego obraz utrwala się na dnie oka zabitej kobry. Potem przychodzi jej partner/ka, spogl�da jej w oczy i widzi kto by� morderc�, nast�pnie znajduje tego cz�owieka i zabija go jadowitym uk�szeniem.
Bardzo mnie zdziwi�o to, co us�ysza�em, nie wiedzia�em co o tym my�le�. Burzy�o to ca�y m�j �wiatopogl�d, w którym nauka zajmowa�a jedne z wa�nych miejsc. Wiedzia�em, �e sprawy transcendentalne mog� nie poddawa� się do�wiadczeniu empirycznemu, ale w kwestiach przyrodniczych mia�em do nauki zaufanie. Szczeg�lnie w przypadku dosy� �atwych do podgl�dni�cia zachowa� zwierz�t, o których ogl�dn��em sporo film�w.
To wydarzenie spowodowa�o jakie� p�kni�cie w mojej g�owie, kt�re powi�ksza�o się. Wiedzia�em ju�, �e nie b�dzie mi �atwo pozosta� bhakt�.

Zako�czenie touru
W ko�cu nast�pi�o oficjalne zako�czenie toru. Pakowali�my się, wyczekiwanie podr�y by�o wyra�nie odczuwalne w powietrzu. Zebrano nas na oficjaln� uroczysto�� zako�czenia toru.
Przemawia� mistrz duchowy, dzi�kowa� wszystkim, wr�czano nagrody. Bhaktowie kuchenni, czyli r�wnie� ja, otrzymali�my nagrody za swoj� ci�k� prac� w kuchni. By�y to koraliki ofiarowane wcze�niej b�stwom Panca-tattva* ze �wi�tyni w Czarnowie. Cieszyli�my się bardzo, to by� wielki zaszczyt. Kilkana�cie tandetnych, odpustowych, plastikowych koralik�w udaj�cych per�y, nawleczonych na odcinek w��czki. Ale to by�y u�wi�cone koraliki! Wiedzia�em, �e powinienem się cieszy�, ale nie potrafi�em do ko�ca. W g��bi serca czu�em się ura�ony i w jaki� spos�b poni�ony tak� nagrod� za tak ci�k� prac� i niewyspanie (:-). Czu�em, �e wola�bym chyba, �adnej nie dosta�. To powi�kszy�o p�kni�cie i przeczuwa�em, �e mog� mie� problemy z utrzymaniem się w ruchu. Jak to się m�wi: wymi�ka�em ;-)

Inni bhaktowie
W czasie touru pozna�em kilku fajnych koleg�w, wi�kszo�� z nich mia�a dosy� dobrze umeblowane w g�owie. Obiecywa�em sobie i im, �e b�d� pisa� listy, jak się jednak okaza�o, nie sta� mnie by�o na to. Nie odezwa�em się do �adnego z nich po tourze. Nie wiem dlaczego. Czy dlatego, �e w�a�ciwie nie pisa�em tradycyjnych list�w ju� do nikogo? Bardzo mo�liwe. Mo�e z lenistwa. A mo�e kie�kowa�a ju� w mojej pod�wiadomo�ci my�l o odsuni�ciu się z ruchu.

Zerwanie z ruchem


Trudno mi o tym pisa�, jest to dla mnie wstydliwy temat. Mo�e nies�usznie tak to odbieram. Po tourze w mojej g�owie r�s� pytajnik i gdzie� w pod�wiadomo�ci tworzy�a się my�l o rezygnacji z czynnego udzia�u w ruchu Hare Kriszna. Co� mnie napad�o i rozpocz��em desperackie pr�by przerwania samotno�ci i zwi�zania się z jak�� dziewczyn�. Kilka nieudanych i kr�tkotrwa�ych znajomo�ci, rozpoczynanych bez sensu i bez przekonania, na szcz�cie te� nie zako�czonych l�dowaniem w ��ku. W�r�d tego pomieszania nie mog�em się d�ugo odnale��, stan w którym się znajdowa�em na pewno mia� du�� domieszk� poczucia winy z powodu rozstania się z Ruchem. Wci�� deklarowa�em swoj� wiar� w idee ruchu, jednak wykonanie przychodzi�o mi z najwy�szym trudem. Nie pami�tam nawet kiedy przesta�em ofiarowywa� po�ywienie i mantrowa�. Gwo�dziem do trumny by�y zderzenia teatralne w czasie gdy by�em w 4 klasie LO. Jako redaktor techniczny gazety festiwalowej, pracuj�c prawie 14 godzin na dob� i uczestnicz�c w festiwalu, zmusza�em się do mantrowania le��c w ��ku, w nocy. Mantrowanie zamienia�o się w be�kot, zasypia�em z d�apasem w r�ku. Frustracja i poczucie winy pog��bia�o się. Nie chcia�em się czu� winny i nie chcia�em cierpie�. Ka�dy ruch �yciowy wi�za� się z poczuciem winy, i dotkliwym odczuciem w�asnej niekonsekwencji, niedojrza�o�ci, wyrzut�w sumienia. Za taki stan w�asnego ducha obwiniam jednak tylko siebie ;-)

�wi�ta religijne


Po tym jak tour się sko�czy� stara�em się parokrotnie podtrzyma� kontakt z ruchem, mimo, �e wychodzi�o mi to z coraz wi�ksz� trudno�ci�. Stara�em się przyje�d�a� na uroczysto�ci zwi�zane z dwoma najwi�kszymi �wi�tami krysznaickimi: narodzinami Kriszny i narodzinami �ri Czaitanji. Pierwsze przypada w sierpniu lub wrze�niu, drugie w lutym lub marcu. Daty s� ruchome ze wzgl�du na u�ywanie przez Krisznowc�w kalendarza księycowego do wyznaczania dat uroczysto�ci religijnych.
Raz pojecha�em tam z siostr�, raz z kole�ank� (to ju� by� etap moich poszukiwa� sercowych).
�wi�ta te dawa�y mi nadzieje, �e jeszcze co� z tego b�dzie, przez pewien czas po nich mia�em przyp�ywy religijno�ci, kt�re jednak szybko wygasa�y.

Co dzisiaj robi�
Parokrotnie po moim odsuni�ciu się od ruchu spotyka�em bhakt�w. Zagadywa�em ich na ulicy i wci�� zagaduj�, pytam co się dzieje w �wi�tyni tej czy owej. Podobno du�o zmieni�o się od czasu gdy ja by�em bhakt�. Najbardziej znacz�cym wydarzeniem by� upadek �ri Visznupada, który spowodowa� podobno odej�cie od fanatyzmu, i odej�cie kilku bhakt�w z najd�u�szym sta�em z ruchu. Nie mog� niestety nic wi�cej napisa�, mo�e wybior� się kiedy� do �wi�tyni z Bartem zrobi� fotoreporta� na temat wsp�czesnego �ycia bhakt�w w Polsce. Wydaje mi się jednak, �e dzia�alno�� ruchu zmala�a. Wci�� jednak ceni� sobie idee stoj�ce za tym ruchem i nie neguj� prawdziwo�ci tej religii.

Thakur Saranga Dasa*


Niniejszy fragment dedykuj� tej wspania�ej osobie, o kt�rej nigdy nie zapomn�.
Thakur Saranga Dasa, a w�a�ciwie Tomasz Zachariasz, by� dla mnie wzorem bhakty i cz�owieka. Widzia�em w nim takiego bhakt� jakim sam chcia�em by�. Imponowa�o mi zw�aszcza to, �e, jak s�dzi�em, potrafi� on znakomicie pogodzi� tak egzotyczn� religi� z lokaln�, polsk� sytuacj� �yciow�. By� lekarzem, obok �wi�tyni w Czarnowie mia� dom, gdzie mieszka� z �on� i c�reczk�. C�reczka urodzi�a się o ile pami�tam w�a�nie w czasie gdy moje wizyty w �wi�tyni czarnowskiej by�y dosy� cz�ste. Podoba� mi się taki styl �ycia, wydawa�o mi się, �e taki dom na wsi i rodzina, to jest to czego potrzebuj�.
Thakur Saranga interesowa� się komputerami, podobnie jak ja. Poniewa� by�em troch� bardziej zaawansowany je�li chodzi o wiedz� na temat ATARI ST, a mieli�my obaj wtedy takie komputery, doradza�em mu w kilku sprawach, szczeg�lnie dotycz�cych desktop publishing. Sk�ada� na tym ATARI jakie� czasopismo o tematyce religijnej i konsultowa� to ze mn� ze wzgl�du na moje do�wiadczenie w DTP.
Uczy� się j�zyka bengali, w którym zosta�a napisana �ri Czaitanya Czaritamrita*, czym strasznie mi imponowa�. By� bardzo oczytany i wiele wiedzia� nie tylko o w�asnej religii.
W czasie jednej z wizyt podarowa� mi malutkie b�stwa �ri D�agantha*, nie wiedzia�em wtedy co się z tym wi��e i cieszy�em się bardzo z tego prezentu. W b�stwach zakocha�em się jak tylko zobaczy�em je u niego na o�tarzyku.
Na o�tarzyku by�o te� zdj�cie mistrza duchowego Thakura Sarangi. Tym mistrzem by� �ri Visznupad. [�le zapami�ta�em, to nie by� �ri Visznupad jednak].
Par� lat po moim odej�ciu z ruchu, mo�e jaki� 2, 3 lata, spotka�em pewnych bhakt�w z Czarnowa robi�cych Sankirtan w K�odzku. Naci�gn��em ich na rozmow�, dowiedzia�em się paru plotek z �ycia bhakt�w. Dowiedzia�em się te� o tym, �e jeden z mistrz�w duchowych, �ri Visznupad, upad� i odszed� z ruchu. Zacz�� je�� mi�so, pozna� jak�� kobiet�, i zosta� odsuni�ty.
Zapyta�em o Tahkura Sarang�. Dowiedzia�em się, �e Thakur Saranga powiesię się. Nie mog�em w to uwierzy�. Jak tak pouk�adany cz�owiek m�g� to zrobi�? Bhaktowie z którymi rozmawia�em dawali mi do zrozumienia �e mia� problemy ze zdrowiem psychicznym i �e izolowa� się od reszty spo�eczno�ci bhakt�w. Dziwili się, �e to zrobi�, podobno awansowa� te� w pracy na wysokie stanowisko. Nie wierz� w to, �e by� wariatem. Zastanawia�em się, czy nie mia�o to zwi�zku z upadkiem jego mistrza duchowego. [jednak nie jego]. Nie chc� tutaj nikogo oskar�a�.
Po�egna�em się z tymi bhaktami z poczuciem dojmuj�cego smutku.
Oby� odnalaz� to, czego szuka�e� ca�e �ycie, Tomaszu.

Czy ruch HK jest sekt�


Wed�ug tego co sam ruch o sobie m�wi i co wynika z analizy historii ruchu, ruch nie jest �adn� wsp�cze�nie wyprodukowan� religi�. Zosta� za�o�ony w latach 60 przez �rila Prabhupad� (�wieckie imi� hinduskiego nazwisko: Abhay Caran De) na polecenie jego mistrza duchowego nale��cego do szko�y duchowej Brahma-Madhya-Gaudiya-Sampradaya, kt�ra powsta�a w 15 wieku jako z kolei kontynuacja ruch�w religijnych czcicieli Wisznu. Przez wielu hindus�w jest uznawana za autoryzowan� i prawdziw� religi�, z nieprzerwan� sukcesj� guru-ucze�. Przez niektórych jednak jest uwa�ana za odst�pstwo, poniewa� w tradycji hinduskiej, o religii danej osoby decyduje miejsce i czas urodzenia. �rila Prabhupada zerwa� z tym podej�ciem, uwa�aj�c, �e mo�na sta� się wyznawc� Kriszny nawet je�li nie urodzi�o się w Indiach i, co bardziej kontrowersyjne dla niektórych hindus�w, udziela� inicjacji brami�skiej osobom kt�re nigdy nie urodzi�y się w rodzinach brami�skich. W tradycyjnym podziale spo�ecznym Indii to by�o niemo�liwe, aby awansowa� z pozycji osoby najni�ej umiejscowionej w hierarchii spo�ecznej (a tak traktowani byli i s� cudzoziemcy r�wnie� z powodu jedzenia wo�owiny) na bramina w ci�gu jednego �ycia. Normalnie droga ta powinna wygl�da� w ten spos�b, �e cudzoziemiec poprzez swoje przyk�adne �ycie powinien czeka� a� umrze i urodzi się ponownie w lepszej rodzinie, a� do uzyskania pozycji bramina.
Nie wszyscy w Indiach jednak tak to traktuj� i jak ju� wspomnia�em ruch HK jest tam uznawany w wielu miastach za r�wnoprawn� religi� hinduistyczn�, by� te� swojego rodzaju renesansem tradycji religijnych. Dla hindus�w by�o du�ym zaskoczeniem w latach 60 gdy zobaczyli, �e biali ludzie stosuj� z ca�a surowo�ci� zasady religii krysznaickiej, podczas gdy w ich w�asnym kraju, pragn�cym dor�wna� cywilizacji zachodu, nast�pi�o spore rozlu�nienie obyczaj�w i zapanowa�a Coca-Cola. W Londynie mniejszo�� hinduska skupia się wok� �wi�tyni Bhaktivedanta Major, prowadzonej przez ruch HK, budynek w którym się mie�ci zosta� podarowany ruchowi przez Georgia Harrisona w okresie jego zainteresowania religiami wschodu.
Moim osobistym zdaniem ruch HK nie jest sekt�. Pewne metody jednak, takie jak deprywacja snu i d�ugotrwa�e modlitwy, przypominaj� jednak techniki u�ywane przez ruchy destrukcyjne. Z�e zastosowanie tych technik przez pseudoreligijne ruchy destrukcyjne nie oznacza jednak, �e ruch HK jest taki jak te ruchy. Techniki medytacyjne i surowe ograniczenia diety i snu s� stosowane od tysięcy lat w klasztorach wielu religii i nie zosta�y one z tego powodu okrzykni�te sektami. Wiem te�, �e w HK nie ma takich praktyk jak np. kontrola korespondencji przez prze�o�onych, stosowana w klasztorach katolickich.
Reasumuj�c: nie.

Kontrowersje dotycz�ce Ruchu HK


Wszystkim kt�rzy chcieliby dowiedzie� się wi�cej na temat tego co się dzieje teraz w ISCKONie, proponuj� zajrze� na stron� www.chakra.org. S� tam opisane otwarcie wszystkie kontrowersje dotycz�ce ruchu, wymieni� tutaj kilka:
1. Sprawa rzekomego otrucia �rila Prabhupady przez jego pierwszych uczni�w w celu przej�cia w�adzy
2. Sprawa molestowania seksualnego dzieci ucz�cych się w gurukulach (szko�ach duchowych) prowadzonych przez ruch HK w Indiach i USA.
3. Sprawa odchodzenia bhakt�w pod skrzyd�a brata duchowego �rila Prabhupady jako do autentycznego mistrza duchowego.
4. Autorytet cia�a zarz�dzaj�cego ISCKONu czyli grupy mistrz�w duchowych kt�rzy obj�li w�adz� w ruchu po �mierci za�o�yciela.
5. Ruchy odszczepiaj�ce się z ISCKON-u - ruch Misja Pana Czaitanji i inne.
6. Handel broni� i reprodukcjami obraz�w przez cz�onk�w ruchu HK.
7. Inne, zajrzyjcie koniecznie.

S�ownik wyra�e� sanskryckich i bengali oraz informacje o religiach Indii.



Bhakti (sanskr.) - oddanie
Bhakti yoga - jedna z metod zbli�enia się do Boga, polegaj�ca na oddawaniu mu czci i oddaniu (religia oddania).
Bhakta (sanskr.) - osoba uprawiaj�ca bhakti yog�
Matad�i (sanskr.) - dos�. Matka, forma grzeczno�ciowa u�ywana w odniesieniu do kobiet, maj�ca na celu przypominanie o roli �yciowej kobiety
Bramin (sanskr. - brahmana) - kap�an, osoba nale��ca do najwy�szej pod wzgl�dem statusu spo�ecznego grupy (varny) w Indiach.
Varna (sanskr.) - dos�ownie: kolor. Oznacza jedn� z 4 grup w tradycyjnym podziale spo�ecznym w Indiach. Najni�sza varna to �udra - �udrowie (robotnicy i ch�opi). Nad nimi s� kupcy (Vai�ja) - ponad nimi Kszatrya - kr�lowie i wojskowi, maj�cy za zadanie sprawowanie w�adzy. Ponad wszystkimi s� Brahmana - bramini - maj�cy za zadnie kontakt z Bogiem
Sannyasa - (sanskr.) - wyrzeczony porz�dek �ycia, ostatni z etap�w �ycia duchowego. Sannyasini mog� mie� uczni�w duchowych. S� w celibacie, musz� zachowywa� mn�stwo nakaz�w i pozna� ich po szafranowych szatach.
Brahmaczaria, brahmaczarin (sanskr.) - pierwszy etap rozwoju duchowego, cechuj�cy się celibatem i pomara�czowym strojem. Na tym etapie przyjmuje się nauki od mistrza duchowego.
Grihastha - drugi etap �ycia. Cechuj� go: ma��e�stwo, bia�y str�j.
Wisznu - jeden z tr�jcy tradycyjnych b�stw hinduizmu. Jego funkcj� jest utrzymywanie �wiata przy �yciu, się� swojej mi�o�ci. Przez Krysznait�w uwa�any za emanacj� Kriszny. Krysznaici uwa�aj� Kriszn� za najwy�szego Boga osobowego. Pozna� ich po ��tych pionowych kreskach na czole (tilak). S� inne szko�y duchowe w Indiach, kt�rzy uwa�aj� Wisznu za najwy�szego Boga, a Kriszn� za jego inkarnacj�. S� te� tacy, kt�rzy uwa�aj� �e to Rama jest najwy�sz� osob� Boga, a Wisznu jego emanacj� i Kriszna jedn� z inkarnacji ;-) Ich tilak jest szerszy i ma ma�� czerwon� kreseczk� mi�dzy dwiema grubymi ��tymi.
Sziwa - ostani z tr�jcy. Ma się zajmowa� zniszczeniem �wiata kiedy nadejdzie czas. S� w Indiach szko�y, kt�re jego uwa�aj� za najwy�szego Boga, m�wi� oni r�wnie�, �e to Sziwa stworzy� �wiat a akcie seksualnym. Czcz� jego penisa (ling�), który jest obrazowany jako pionowy s�up z kamienia lub innego materia�u. Pozna� ich po trzech bia�ych poziomych kreskach na czole. Asceci Sziwaiccy chodz� nago, smaruj� się popio�em z krematori�w a ich miski ja�mu�ne zrobione s� z trupich czaszek.
Brahma - pierwszy z wielkiej tr�jcy. Wg ruchu HK stworzy� �wiat. Ma�o czczony w Indiach.
Tilak - znak na czole zrobiony z ��tawej gliny z rzeki Ganges i nie tylko, rozr�niaj�cy szko�y religijne w Indiach. Krysznaici nosz� tilak zrobiony z cienkich pionowych kresek zako�czonych nad nosem znakiem listka symbolizuj�cym drzewko Tulasi. Czciciele Kali, �ony Sziwy nosz� czerwon� kropk� na czole, a Sziwaici bia�e poziome kreski. Czciele Ramy grube pionowe paski a mi�dzy nimi w�ski czerwony.
Sikha - kosmyk w�os�w pozostawiony na ogolonej g�owie, rozr�niaj�cy szko�y religijne w Indiach. Krysznaici nosz� niewielki kosmyk, niekt�re inne szko�y zostawiaj� prawie ca�� tyln� po�ow� g�owy nieogolon�.



Ci�g dalszy nast�pi....



c.d.n.



Powr�t do strony g��wnej