Moja przygoda z Hare Kriszna05.10.2001 Mija ponad pół roku od kiedy przerwałem pracę nad tym tekstem. W międzyczasie zwrócił on uwagę paru osób. Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, że wiele osób nie zauważa pewnej dozy gorzkiej ironii w nim zawartej, wiele osób odnosi wrażenie że jestem jawnym zadeklarowanym sympatykiem lub nawet wciąż członkiem ruchu HK. To dziwne, gdyż mimo że nie dokończyłem tekstu, w planie znajdującym się na początku jest punkt "całkowite zerwanie". Nie jestem również wrogiem ruchu HK, staram się byc neutralny. Piszę dalej. 28.01.2001 Dopisałem początek rozdziału o Tourze Indradyumny Swamiego Mój niecodziennik internetowy (blog) Zobacz opinie innych i wyraź swoją opinię [2006-09-18] Ponieważ pod powyższym adresem miały pojawiały się opinie co do mojego tekstu, a zrobiło się bezładne forum na którym frustraci zaczęli wykrzykiwać swoje brednie, więc zamieniam to na formularz przez który każdy może mi swoja opinię przekazać, a ja się z nią zapoznać i tyle wystarczy. 01.09.2001 Dalszy ciąg opowieści o Tourze 18.01.2001 Poprawiłem błędy, dopisałem akapit o babci. Poprawiłem błędy w kodzie html Dodalem link do strony głównej, i możliwość wyrażenia swojej opinii 13.01.2001 doda�em rozdzia� 6b,c,d, 7 narobi�em ortografów, kt�re poprawi� p�niej 06.01.2001 doda�em rozdzia� 5, 6 i 6a poprawi�em b��dy 02.12.2002 - dopisalem sporo tekstu, historia jest prawie ukonczona. Bede jeszcze uzupelnial niektore fragmenty. Spis tre�ci:1. Wst�p2. Dlaczego jestem podatny? 3. M�j pierwszy kontakt z Hare Kriszna 4. Co przewa�y�o szal� 5. Wakacje w Kamiennej G�rze 6. �wi�tynie a) Czarn�w b) Wroc�aw c) Wa�brzych d) Gda�sk 7. Reakcja rodziny 8. Ob�z w�drowny Indradyumny Swamiego 9. Zerwanie z ruchem 10. �wi�ta religijne 11. Thakur Saranga Dasa Za��cznik A - Sekta czy nie? Za��cznik B - Kr�tka Historia Ruchu Hare Kriszna na �wiecie i w Polsce Za��cznik C - Obecne spory i problemy dot. tego ruchu Za��cznik D - Slownik i troche ciekawostek Za��cznik E - Fundament teologiczny Krysznaizmu 1. Wst�pHare Kriszna, Hare Kriszna, Kriszna Kriszna, Hare Hare
Jaki� czas szwendali�my się codziennie po tym miasteczku, w rozpaczliwym poszukiwaniu dziewczyn, ciekawego towarzystwa w og�le. Klapa. "Kamienna Dziura" m�wili�my. Miasto starych ludzi, b�ota udzi, b�ota na chodnikach, bezrobocia i chuligan�w. W lecie ca�a m�odzie� wynosi się st�d. Nie ustaj�c w poszukiwaniach spotkali�my w ko�cu w parku nad zalewem Bogusię, Agnieszk� i jej psa Kryzysa. Okaza�o się, �e ��cz� nas wsp�lne zainteresowania muzyczne i inne, generalnie ciekawe osoby. Pozna�y nas te� z paroma innymi osobami, r�wnie ciekawymi, mia�em dzi�ki nim okazj� spr�bowa� wspinaczki, z czego się bardzo ciesz�. Bogusia okaza�a się dobr� towarzyszk� w wyprawach do �wi�tyni w Czarnowie. Nie by�o to daleko, mo�na by�o dojecha� �atwo autobusem, a raz poszli�my tam na piechot�, wcze�nie rano, aby zd��y� na poranne "nabo�e�stwo" - arati*, kt�re odbywa się oko�o 4.30 rano. Ale po kolei. Sylwek, jako gorliwy katolik, nie chcia� nic tam je��, ani nawet wej�� do �rodka, do pomieszczenia w którym sta�y b�stwa. Bogusia i ja wsiękli�my w klimat, k�aniali�my się B�stwom Panca-tattva*, s�uchali�my wyk�ad�w z Bhagavad Gity, zacz�li�my mantrowa�. Kupi�em d�apas* - korale do modlitwy, umieszczone w specjalnym woreczku, �eby się nie brudzi�y. Nale�y im się wielki szacunek, poniewa� wykonane s� ze �wi�tego drzewa tulasi*. Wsięk�em na dobre. Zacz��em nawet w czasie kt�rej� z wizyt, obja�nia� niektórym go�ciom �wi�tyni niekt�re zasady tej religii. Jedna z matad�i* (matek, kobiet) uzna�a �e wiem ju� bardzo du�o, uzna�a mnie za jednego ze swoich. By�em szcz�liwy. Odpowiada�o mi to �ycie. Chcia�em osięgn�� doskona�em osięgn�� doskona�o��. Chcia�em pokocha� Kriszn�. Dlatego bardzo by�em przygn�biony, gdy raz pu�ci�em b�ka w �wi�tyni, w obecno�ci b�stw. To by�a katastrofa i kompromitacja, na szcz�cie nie by�o wielu �wiadk�w. 6. �wi�tynie- Czarn�wW �wi�tyniach takich jak ta, panuj� bardzo zawi�e i rozbudowane stosunki spo�eczne. Istnieje prezydent �wi�tyni, który ma wielki ci�ar na g�owie, gdy� musi się zajmowa� materialn� stron� egzystencji �wi�tyni, jej finansami, oraz ewentualnie problematycznymi jej lokatorami. Niegdysiejszy prezydent �wi�tyni w Czarnowie uchodzi� za dosy� surow� osob�. Druga wa�n� osob� jest g��wny pud�ari* �wi�tyni - mnich, który sprawuje s�u�b� przy o�tarzu, budzi b�stwa, k�pie je, karmi i k�adzie spa�. S�u�y im bezpo�rednio. Mo�e to wydaje wam się �mieszne ale ma g��boki sens teologiczny, który wyja�ni� p�niej. Sporo plotek o �yciu w �wi�tyni us�yszeli�my od pewnej matad�i - �niadej, m�odej roze�mianej, niestety nie pami�tam imienia. Opowiada�a nam pewne drobne, ale ciekawe szczeg�y z �ycia ludzi w �wi�tyni, kt�re rzuca�y troch� inne �wiat�o na ca�a spraw�. Mnie jednak nie mog�o zrazi� ju� nic. Opowiada�a o tym , jak potajemnie wk�ada�a kwiaty do but�w jednego z bhakt�w, lub te� s�odycze do kieszeni jego ubra�. W tradycji indyjskiej takie gesty oznaczaj� ch�� zam��p�j�cia, jednak ona robi�a to dla kawa�u, �mia�a się te� z niego, �e bhakta ten ma sztuczn� szcz�k�, na kt�r� sk�ada�a się ca�a �wi�tynia(!). Bhakta ten by� bardzo szanowany ze wzgl�du na sw�j d�ugi sta�, ale ju� podobno nie jest cz�onkiem tego ruchu. Plotkowa�a generalnie du�o, po jakim� czasie wiedzieli�my bardzo du�o, kto z kim się o�eni�, dlaczego, jak do siebie pasuj�, czy się k��c�, kto zgrzeszy� z kim, kto zosta� wywalony ze �wi�tyni i za co. Przy okazji wyja�ni�, �e przepisy dotycz�ce ma��e�stw s� bardzo surowe. Oczywi�cie punktem wyj�cia jest to, �e kobiety i m�czy�ni s� dosy� dobrze rozdzieleni w �wi�tyni, nie powinni nawet ze sob� rozmawia� bez potrzeby i na tematy inne ni� Kriszna (ta zasada obowi�zuje w�a�ciwie te� we wszelkich kontaktach mi�dzyludzkich). Jedna z 4 zasad* g�osi, �e nie powinno się uprawia� seksu nie s�u��cego prokreacji, przy czym za seks uwa�a się te� po��dliwe my�li, spojrzenia, co dopiero m�wi� o dotyku. Seks mo�liwy jest tylko w ma��e�stwie, przy czym wy��cznie w celu sp�odzenia dziecka, czyli wy��cznie w dni p�odne kobiety, poprzedzony te� powinien by� modlitw�, a po nim nale�y się dobrze wyk�pa�. (!) Uwa�a�em te zasady za uzasadnione i pomagaj�ce w osięgni�ciu mi�o�ci do Boga. Jak tworz� się ma��e�stwa? Ot� w �wi�tyni wisia�a instrukcja, jak mo�e doj�� do ma��e�stwa. Przede wszystkim warunkiem jest, aby chocia� m�czyzna posiada� inicjacj� duchow�* czyli by� uczniem jakiego� mistrza duchowego HK. Je�li uzna, �e odpowiada mu, oczywi�cie duchmu, oczywi�cie duchowo ;-), jaka� matad�i, powinien zawiadomi� o tym j� i prezydenta �wi�tyni, i w ten spos�b mo�e rozpocz�� się 1,5 roczny okres narzecze�stwa, w czasie kt�rego pa�stwo m�odzi poznaj� się. Wygl�da to tak, �e umo�liwia im się kontakt s�owny, i aran�uje się ich prace codzienne tak, �eby mogli się cz�ciej kontaktowa�, zawsze jednak kto� trzeci to nadzoruje. Je�li uznaj�, �e s� dla siebie odpowiedni, dochodzi do ma��e�stwa, kt�re otrzymuje b�ogos�awie�stwo mistrza duchowego, je�li on tylko przyjedzie ze stan�w (bo najcz�ciej się zjawia przy okazji innych spraw). W Czarnowie pozna�em bardzo interesuj�cego cz�owieka, który by� dla mnie idea�em bhakty - mia� �on� i w�a�nie urodzi�o mu się dziecko, mieszka� zaraz obok �wi�tyni, studiowa� literatur� religijn�, a przy tym godzi� to wszystko z prac� zawodow�, by� lekarzem w Kamiennej G�rze. P�niej, jak się dowiedzia�em, awansowa� nawet na kierownika ZOZ w tym mie�cie. Stanowi� dla mnie przyk�ad cz�owieka, który wie co robi, wydawa� mi się pouk�adany i uporz�dkowany wewn�trznie. Mo�na powiedzie�, �e nawet się zaprzyja�nili�my. Sprawi� mi wielki prezent ofiarowuj�c mi malutkie b�stwa Pana D�aganatha*. Nie przytocz� tutaj jego nazwiska a tylko imi� duchowe - Thakur Saranga Das, kt�re otrzyma� od swojego mistrza duchowego - �ri Visznupada. Za��cie sobie tutaj zak�adk�, bo jeszcze b�dzie o nich mowa przy innych, wa�nych okoliczno�ciach. Rytm dnia w �wi�tyni wygl�da tak: Przed 4 rano pobudka, przy czym pud�ari wstaje jeszcze wcze�niej, bo musi się przygotowa� na s�u�enie b�stwom. Potem obowi�zkowe mycie ca�ego cia�a, czasami w zimnej wodzie. Potem mantrowanie. Bhakta inicjowany �lubowa� mistrzowi duchowemu, �e b�dzie mantrowa� 16 rund dziennie - 16 okr��e� korali d�apa, ka�da runda to 108 korali* to daje razem 1728 wypowiedze� Maha mantry, zaawansowanym udaje się to w 2 godziny, pocz�tkuj�cym w 4. Cz�� mantrowania trzeba jednak od�o�y� na p�niej. Po budynku i na zewn�trz snuj� się bhaktowie i matad�i wibruj�c ustami w skupieniu. Niektórym nie wychodzi dobrze, zamiast Kriszna m�wi� Riksza, czasem kto� zwr�ci komu� uwag�, dzi�kuje za poprawienie wymowy. Niekt�rzy ledwo �yj� z niewyspania i zasypiaj� na siedz�co. Rozpoczyna się arati poranne - uroczysto�� w �wi�tyni, w czasie kt�rej b�stwa się budz�, wszyscy je witaj�, modlitwy, �piewy, troch� ta�ca przy akompaniamencie ludowych instrument�w - karatali (takie trznele) i mridangi (dwustronny b�ben). Po arati mo�na mantrowa� dalej, b�stwom ofiarowywane jest po�ywienie ugotowane na �niadanie. Kiedy b�stwa ju� zjedz�, resztki tego co zostaje mog� zje�� bhaktowie. Nazywa się to wtedy przyjmowaniem �aski Kriszny. Nikt nie m�wi o jedzeniu - jedzenie. M�wi się "przyjmowa� prasadam" (prasadam oznacza �ask�). W �wi�tyni wszystko co się gotuje, gotuje się dla b�stw, a wi�c dla Kriszny. Co to ma na celu i dlaczego jest korzyslaczego jest korzystne, wyja�ni� potem. W praktyce wygl�da to tak: z garnk�w, w których jest jedzenie, zabiera się po troch� z ka�dej potrawy i wk�ada do naczy�, kt�re stawia się na o�tarzu. Te naczynia s� w�asno�ci� b�stw i nie wolno ich nigdy za �adne skarby dotkn�� ustami, co dopiero je�� z nich. Gdyby kto� tak zrobi�, nie wolno ju� by�oby u�ywa� tych naczy� na o�tarzu. W Indiach robi�o się nawet tak, �e codziennie wypala�o się z gliny nowe naczynia, a stare t�uk�o. B�stwa smakuj� to co się im podaje (oczywi�cie jest to niewidzialne dla zwyk�ych �miertelnik�w), po czym zawarto�� naczynek wrzuca się z powrotem do garnk�w. Tym sposobem ca�e po�ywienie jest �wi�te i stanowi �ask� Kriszny. Mo�na je wtedy por�wna� do po�wi�conego na Wielkanoc jedzenia, albo do komunii �wi�tej w KK. Standardowe �niadanie to np. kasza manna na mleku lub wodzie, z dodanymi owocami, np. jab�kami. Do tego jaki� nap�j: albo lassi (jogurt), albo jaki� kompot, lub nap�j mi�towy. Po tym posięku ka�dy rozchodzi się do swoich zaj��, a w �wi�tyni w Czarnowie pracy jest du�o. Hoduje się tam krowy, uprawia du�o warzyw, zb�. Trzeba zbiera� ziemniaki, kopa� rowy melioracyjne, generalnie nie jest to sielanka i miejsce dla mi�czak�w. Jest du�o pracy przy sprz�taniu, wszystko musi by� czyste jak �za. Czyste cia�o-czysta dusza. Zaj�cia s� podzielone na m�skie i kobiece oczywi�cie. Pe�ni�cy dy�ur w kuchni szykuj� się ju� do gotowania obiadu dla b�stw. Ci co nie zd��yli wymantrowa� rano wszystkich rund maj� te� troch� czasu teraz. W ci�gu dnia o ile mnie pami�� nie myli odbywa się jeszcze arati po�udniowe i wieczorne. S� d�u�sze i po��czone z wyk�adami z Bhagavad-Gity i �rimad Bhagavatam. Obiad: Warzywa, np. Bandgobhi alu sabd�i (kapusta, ziemniaki, pomidory, na s�odko/ostro), jakie� mo�e czapati (placki z m�ki), mo�e dal (zupa z grochu). Czasami jest czatnej (piekielnie ostre i s�odkie sma�one owoce, np. �liwki i jab�ka), lub raita (og�rki w jogurcie). W niedziel� jedzenie jest bogatsze, s� te� go�cie, rytm dnia jest inny. W og�le w niedziel� jest inaczej, go�cie musz� mie� przecie� wra�enie, �e wszyscy s� u�miechni�ci i szcz�liwi, nie widz� wi�c tyle ci�kiej pracy, a wyznaczony bhakta/matad�i ma czas odpowiada� na pytania i oprowadza� go�ci. Potem praca, mo�e jeszcze mantrowanie, arati wieczorne w czasie kt�rego b�stwa id� spa�. Kolacji nie ma, na kolacj� ka�dy dostaje ciep�e mleko z cynamonem/kardamonem. Nie nale�y sobie obci��a� �o��dka na noc, bhaktowie mogliby �ni� o czym�, o czym nie powinni, np. o seksie, mog�oby to się sko�czy� np. polucj�, a to niekorzystne, poniewa� up�yw nasienia powoduje odp�yw energii z organizmu, skraca się przez to �ycie, zmniejsza sięa �yciowa, no i jest się zanieczyszczonym i trzeba się k�pa� w �rodku nocy. Nasienie nale�y kumulowa�, aby cofn�o się wzd�u� kr�gos�upa do m�zgu i tam wzmocni�o m�dro�� i przyczyni�o się i przyczyni�o się do rozwoju duchowego. (To nie �arty, takie s� do dzi� pogl�dy medycyny wedyjskiej - ayurwedy. Popr� to p�niej cytatami.) Jest godzina 22-22.30. Wszyscy zasypiaj� jak zabici, s� wyko�czeni ca�odzienn� prac� i niedoborem snu. Ka�dy chce wi�c jak najlepiej wykorzysta� te pozosta�e kilka godzin. Ka�dy chce te� dor�wna� za�o�ycielowi ruchu Hare Kriszna, który w ko�cowej fazie �ycia spa� bardzo ma�o, a poza tym medycyna wedyjska twierdzi, �e 4 godziny snu to wystarczaj�ca ilo�� dla ka�dego.Wroc�awWr�ci�em z wakacji, jednak zapa� nie ustawa�, mimo oddalenia. Jesieni�, kt�rego� pi�knego dnia postanowi�em ni z tego, ni z owego, �e zetn� swoje bujne, d�ugie w�osy i upodobni� się do bhakt�w. Poszed�em wi�c w trakcie przerwy 20 minutowej mi�dzy lekcjami do fryzjera i tam za�yczy�em sobie golenia g�owy na zero, z pozostawieniem sikhy*. To oczywi�cie wywo�a�o wielkie poruszenie w�r�d reszty klasy. Nadal nosięem jednak zarost i kolczyka w uchu, razem do�� dziwna mieszanka. Po paru dniach �miechu i zwracania uwagi wszystko wr�ci�o do normy, z reszt� wszyscy ju� byli przyzwyczajeni do moich r�nych ekstrawagancji. W domu zrobi�em ma�e przemeblowanie w swoim ma�ym pokoiku i rozplanowa�em wszystko tak, aby w szafce m�c postawi� o�tarzyk i m�c czci� b�stwa. Na pocz�tku m�j o�tarzyk by� troch� nieprzepisowy (mimo, �e ustawiony wed�ug instrukcji z jednej z b�ogos�awionych księ�ek). Martwi�o mnie te�,). Martwi�o mnie te�, �e nie stoi frontem na wsch�d (to wa�ne), ale niestety a� takiego przemeblowania nie mog�em zrobi� w pokoju (mia� 2mx2m). Kiedy po jednej z wizyt w �wi�tyni dowiedzia�em się jak powinien wygl�da� poprawny o�tarzyk, nam�wi�em moj� mam� na wydatek i kupi�em pi�kne z�otawe ramki, w kt�re wstawi�em kolorowe zdj�cia b�stw: u g�ry po �rodku - Pan�a-Tattva czyli Pan Czeitanja* i jego towarzysze, potem ni�ej po jednej stronie (o ile pami�tam) sta� Pan Nriszimha*, a po drugiej za�o�yciel Mi�dzynarodowego Towarzystwa �wiadomo�ci Kriszny - �ri �rimad Bkaktivedanta Swami Prabhupada (to wszystko tytu�y i imiona duchowe, tak naprawd� nazywa� się Abhay Czaran De). Mia� by� moim mistrzem duchowym do momentu gdy nie przyjm� kt�rego� z �yj�cych mistrz�w (jego uczni�w). Stara�em się dba� o ten o�tarzyk, pali� kadzid�a b�stwom, zmienia� wod� do picia w specjalnych naczynkach, ods�ania� o�tarzyk rano, gdy wstawa�o s�o�ce (4-4:30), ofiarowywa�em b�stwom po�ywienie kt�rego "resztki" potem jad�em wraz z rodzin�. Mantrowa�em rano ile mog�em, z czasem udawa�o mi się 16 rund (2 godziny). Wieczorem po�egnanie moich b�stw i zas�oni�cie o�tarzyka. Czasami czu�em się jak w �wi�tyni. By�o wspaniale. Oczywi�cie do tego wszystkiego dochodzi�em stopniowo i nie wszystko od razu by�o cacy, ale by� czas, �e wszystko by�o wspaniale. Wywo�a�o to oczywi�cie lekk� reorganizacj� mojego �ycia rodzinnego, ale o tym p�niej. O dziwo dzi�ki samodyscyplinie osięga�em znakomite wyniki w nauce. We Wroc�awiu usytuowanie �wi�tyni zmienia�o się dosy� cz�sto. Kiedy zacz��em tam się zjawia� (w weekendy, po tym jak �ci��em w�osy) by�a na ul. Nowowiejskiej. Stare poniemieckie mieszkanie, klimat troch� bardziej miejski, ale te� duchowy. Z regu�y uczestniczy�em w tzw. programach dla ludzi z zewn�trz, ale by�em te� par� razy na prawach reszty bhakt�w. We Wroc�awiu by�y inne b�stwa ni� w Czarnowie - te nazywaj� się Gaura-Nitay i prezentuj� Pana Czaitany� wraz z jego najbli�szym towarzyszem - Panem Nityanand�. Gdyby nie pewno��, �e w gr� wchodz� uczucia wy��cznie duchowe mo�naby mie� pewne podejrzenia o homoseksualizm mi�dzy tymi dwoma postaciami (ale precz plugawe my�li). Polecam lektur� na ten temat - wraz z obszernym komentarzem A.C. Bhaktivedanty Swamiego Prabhupady: Czeitanya Czaritamrita, sporo grubych tom�w, nie dobrn��em do ko�ca. Mo�na z niej dowiedzie� się wszystkiego o dzia�alno�ci tych os�b (a s� to postacie historyczne - 15 wiek). �wi�tynia na Nowiejskiej by�a troch� za ciasna, wi�c wkr�tce b�stwa przenios�y się do jakiej� wynaj�tej willi, a na Nowowiejskiej pozosta� A�ram wy��cznie damski. W nowej �wi�tyni by�em tylko dwa razy, faktycznie by�a obszerna. Spotka�em tam raz jednego podstarza�ego bhakt� z d�ugimi w�osami i ubranego dosy� niechlujnie, który sprawia� wra�enie jakby przebywa� tam tylko z powodu braku miejsca zamieszkania. Ale to oczywi�cie byAle to oczywi�cie by�y tylko moje grzeszne, pe�ne pychy my�li. Faktycznie bywa�y momenty, �e czu�em się lepszy od innych. Wstydzi�em się tego. Czyta�em o tym i wiedzia�em �e powinienem się tego wstydzi�. Ogromne wra�enie zrobi�a na mnie w�wczas jedna księ�ka: "Nektar s�u�by oddania". Mog�em czytaj�c odnale�� się w niej z ka�dym momentem swojego �ycia, jest to księ�a genialna i przewiduj�ca tak, �e ka�dy mo�e w niej zobaczy� na jakim jest stopniu rozwoju duchowego i co go mo�e czeka� w tej dziedzinie, jakie zagro�enia i pu�apki. P�niej �wi�tynia znowu zmieni�a lokalizacj�, zdaje się nawet, �e w�adze Wroc�awia przekaza�y ISKCON-owi* ca�y zrujnowany budynek po jakim� przedszkolu czy jako� tak. Nie by�em tam nigdy, by�em zbyt zaj�ty, �eby szuka� tego adresu. To sta�o się w momencie gdy ju� by�em troch� odsuni�ty od wsp�lnoty bhakt�w. Bhaktowie wtedy mieli fory u w�adz Wroc�awia, poniewa� przy okazji ta�c�w i �piew�w ulicznych, rozdawali te� za darmo posięki wegetaria�skie bezdomnym i innym ch�tnym. Poniewa� jedzenie to by�o ofiarowane Krisznie, wi�c mieli nadziej�, �e przez �ask� Kriszny (prasadam) przyci�gn� do niego jakie� nowe niewinne dusze i skorzystaj� na tym wszyscy. Wydaje się jednak, �e przynajmniej we Wroc�awiu, sięa Mayi* w epoce Kaliyugi* przewa�y�a. Dzisiaj widuj� bardzo rzadko bhakt�w na ulicach Wroc�awia. Wa�brzychW czasie kiedy by�em w �wi�tyni w Wa�brzychu, znajdowa�a się ona gdzie�owa�a się ona gdzie� w okolicach rynku (nie wiem czy dalej tam jest), w pomieszczeniu pierwotnie przeznaczonym na ma�y sklep. Nie by�o tam o ile wiem pokoi mieszkalnych, a o prysznicu kr��y�y legendy, poniewa� woda by�a wy��cznie zimna i to prosto z g��bi ziemi, jak to okre�li� jeden z moich koleg�w bhakt�w. O�tarz z b�stwami (ale wstyd, nie pami�tam jakimi) znajdowa� się w rogu g��wnego pokoju i by� widoczny z ulicy przez przeszklon� witryn�. By�em ta mo�e raz albo dwa. Prezydent tamtej �wi�tyni by� dla mnie bardzo przyjazny, na mnie robi�a niesamowite wra�enie jego przera�liwa chudo�� i czasem b��dne spojrzenie. Jego syn (mo�e 10 lat) te� by� przera�liwe chudy. Ale mo�e prezentowali taki typ budowy cia�a. To przez tego cz�owieka za�atwi�em sobie udzia� w tzw. Tourze Indradyumny Swamiego, obozie w�drownym, który opisz� p�niej. Opr�cz niego charakterystycznymi postaciami byli bhakta Ada�, który p�niej otrzyma� inicjacj� i imi� Balarama*, oraz bhakta, z którym się dosy� zaprzyja�ni�em, ale, o zgrozo, nie pami�tam jego imienia. Bhakta Ada� to masywny, wielki osobnik, na dodatek bieg�y w sztukach walk wschodu, ale tych w typie aikido, czyli wykorzystuj�cych się� przeciwnika. By�em potem �wiadkiem kilku s�ynnych wyczyn�w tego bhakty (s�ynnych w pozytywnym sensie). S�ysza�em te�, �e mia� on problemy z otrzymaniem inicjacji, podobno odmawiano mu jej par� razy z rz�du, (plotki) i to z powodu jego impulsywnego charakteru (plotki). Gda�skW Gda�sku widzia�em tylko ty� kuchni �wi�tyni, pami�tam �e mie�ci�a się ona w jakiej� willi. Ale za to w Gda�sku mie�ci się (???) restauracja wegetaria�ska - krysznaicka o nazwie "Govinda"*. Pami�tam, �e by�a w kt�rej� z bocznych uliczek tej najwi�kszej i najpi�kniejszej ulicy starego miasta w Gda�sku. Troch� tam pustawo by�o, ale �adnie. I jedzenie smaczne, po�ywne, nawet tanie, (ale troch� ma�o). Za to ofiarowane Krisznie, czyli �wi�te - czysty zysk. Je�li kto� wie, czy ta restaurcja nadal istnieje, prosz� o informacje. Miejsca te mia�em okazj� odwiedzi� w czasie touru, o którym zaraz napisz�. 7. Reakcje rodzinyRodzice moi reagowali jak zazwyczaj na wszystkie moje poczynania. Mama - z trosk�, poparciem, zainteresowaniem, zaciekawieniem. Tato - ma�o zainteresowany, uprzedzenie, irytacja. Siostra - przychylno�c, zaciekawienie, na�ladowanie. Szerzej - moja mama i siostra docenia�y pozytywne zmiany jakie we mnie zasz�y. Przekonywa�a je argumentacja, �e jedzenie mi�sa jest szkodliwe dla zdrowia, z czasem przesta�y je je��. Moja siostra nie je mi�sa do dzisiaj. Pr�bowa�a te� anga�owac się mocniej, ale z pewnymi rzeczami nie mog�a się pogodzi�. Z tym, �e jedzenie musia�o by� ofiarowane b�stwom by�o trudno pogodzi� się wszyskim. Mia�o to bardzo powa�ne konsekwencje, np. nie mo�na by�o pr�bowa� smaku potrawy przed podaniem b�stwom, �eby jej m b�stwom, �eby jej nie zbeszcze�ci� (�lina jest nieczysta w kulturze wedyjskiej). Oczywi�cie o �adnych w�osach w zupie nie mog�o by� mowy, znaleziony w�os dyskwalifikowa� potraw�. Ci�gle urz�dza�em awantury o te pr�bowanie potraw, moja mama nie umia�a inaczej gotowa� (ja nauczy�em się doskonale - ha!). Stawa�em się ma�ym tyranem i fanatykiem, pod moim wp�ywem siostra i mama zmieni�y sporo dotychczasowych przyzwyczaje� kuchennych. Ojciec by� ogromnie niezadowolony, z czasem widzia� coraz mniej mi�sa na talerzu, w ko�cu us�ysza�, �e jak che zje�� mi�so to nie w domu. Musia� zadowoli� się tym co zjad� w go�ciach. Biedny. Je�li chodzi o wzgl�dy zdrowotne, to jest osob�, kt�rej dieta wegetaria�ska jest najbardziej potrzebna (ma nadci�nienie). Pami�tam, jak pewnego dnia ojciec rozgniewa� się bardzo, gdy chcia� podzielic się ze mn� jakimi� przemy�leniami, albo jak�� spraw� mi przekaza�, a ja ju� k�ad�em się spa�. W naszej rodzinie zawsze k�adli�my się p�no spa�, a tutaj ja o 22 m�wi�, �e nie mam czasu na rozmow�. Dlaczego? Bo musz� i�� spa�. Je�li nie po�o�� się spa� o 22 to nie wy�pi� się do 4 rano. Bardzo się stara�em przestrzega� tych godzin, czasem się nie udawa�o, ale stara�em się. Nie chcia�em pope�nia� obraz przy czczeniu swoich b�stw, a tak� obraz� jest zbyt p�ne ich budzenie. Ojciec bardzo �le znosię zapach kadzide�, prawdopodobnie z powodu uszkodzonej przez WZW typu B w�troby. (Zarazi� się w pracy przeprowadzaj�c przeprowadzaj�c operacj�). Uwa�a� te�, i prawdopodobnie uwa�a do dzisiaj, �e w kadzide�kach tych s� zawarte jakie� substancje narkotyzuj�ce. Chyba mia� troch� racji, wdychanie jakiegokolwiek dymu jest niekorzystne, a co dopiero gdy ma się pok�j tak ma�y jak mia�em ja. Twierdzi�, �e bhaktowie maj� b��dne oczy od odurzenia tymi kadzide�kami. Ja nic takiego nie zauwa�y�em. Wiedzia�em jednak o niektórych bhaktach, �e w przesz�o�ci mieli problemy z narkotykami. Na moje 18 urodziny, których w og�le nie obchodzi�em w my�l filozofi, �e nie s� istotne moje urodziny, tylko urodziny Kriszny, przyjecha�a moja matka chrzestna. By�a zaszokowana, na obiad dosta�a Bandgobhi Alu Sabd�i z ry�em i sur�wk�, da�a mi w prezencie zodiakalnego wodnika na z�otym �a�cuszku, i rozpocz�li z ojcem narzekanie i obgadywanie "sekty krisznowskiej". By�em z�y, ale pokornie się wycofa�em. Mama chrzestna pojecha�a i chyba się z ni� nie widzia�em od tamtej pory. Babcia (u kt�rej z reszt� by�em na wakacjach w Kamiennej G�rze) by�a bardzo niezadowolona. Jej g��wnym argumentem by�o to, �e jestem ostatni z rodu i dzieci moje powinny by� wychowane po katolicku. :-) 8. Tour Indradyumny SwamiegoJak ju� pisa�em wcze�niej, przez prezydenta �wi�tyni w Wa�brzychu dowiedzia�em się, �e m�g�bym bra� udzia� w tourze Indradyumny Swamiego. Bardzo chcia�em co� zrobi� dla Kriszny, nie chcia�em byc te� postrzegany stale jako bhakta "domowy" - takich bhakt�w cz�sto bhaktowie mieszkaj�cy w �wi�tyniach okre�lali mianem "fr�dzli". Kiedy� to us�ysza�em i zrobi�o mi się przykro. S�ysza�em wiele dobrego o tourze od bhakt�w kt�rzy w nim uczestniczyli i zapragn��em sam spr�bowa�. Mi�dzy 3 a 4 klas� liceum mia�em ca�e wakacje wolne, postanowi�em wi�c skorzysta� i sp�dzi� jeden miesięc (tyle trwa� tour) na intensywnej s�u�bie dla Kriszny. To by� zdaje się sierpie�. Otrzymawszy od rodzic�w pieni�dze (uczestnictwo w tourze kosztowa�o ok. 100 dolar�w - swoj� drog� dlaczego dolar�w? Nie wiem do dzisiaj) spakowa�em sw�j worek �eglarski i wsiad�em w poci�g do Wroc�awia. We Wroc�awiu przesiadka w zat�oczony poci�g do Ko�obrzegu. W poci�gu uda�o mi się znale�� miejsce w pe�nym ludzi przedziale. Obok mnie siedzia�a fajna mama z fajn� c�r� (ale niestety c�ra kopci�a fajki). Naprzeciw siedzia� tzw. "trep" czyli �o�nierz zawodowy i, uwierzcie mi, wida� to by�o po jego twarzy. Obok niego ok. 40-o paro letni facet, jak się p�niej okaza�o, nauczyciel WF. Pozostali podr�ni nic nie m�wili, wi�c ich nie zapami�ta�em. Zorientowawszy się kim jestem (a mo�na to by�o pozna� po mojej fryzurze) kobiety zacz�y zadawa� pytania. Odpowiedzi na niekt�re z nich zbywa�y �miechem, na inne reagowa�y �yczliwym zainteresowaniem. Trep, us�yszawszy o czysto�ci seksualnej w�r�d Krisznowc�w zacz�� popisywa� się niewyrafinowanymi dowcipami na temat tego, �e b�ona dziewicza powt�rnie odrasta i tym podobne. Bardzo dowcipny by�, ale nie spodziewa�em się wi�cej po trepie (tutaj przepraszam wszystkich porz�dnych i inteligentnych �o�nierzy zawodowych). Oczywi�cie by�em zniesmaczony ca�� sytuacj�, zwa�ywszy, �e durne baby bawi�y takie dowcipy, ale dzielnie gra�em rol� ewangelizatora i elokwentnego �wi�tego. Podr� trwa�a ca�� noc, rankiem musia�em przesię�� się w kolejny poci�g, chyba do Rewala. W tym poci�gu spotka�em bhakt�w, kt�rzy cz�stowali mnie jakimi� czerstwymi tzw. czipsami, a faktycznie by�y to sma�one w oleju paluszki z ciasta chlebowego - specjalno�� polskich bhakt�w. Zale�a�o im, �eby się ich pozby�, a nie mogli wyrzuci�, bo �aski Kriszny nie mo�na wyrzuci�. To obraza. Dodatkowo liczy się fakt, �e jedzenie ofiarowane Krisznie nigdy się nie psuje. Jeden z tych bhakt�w strasznie mnie irytowa� swoim nachalnym sposobem bycia, razi�a mnie te� jego g�upio roze�miana g�ba - ale musia�em �wiczy� pokor�. Zgani�em się w duchu i milcza�em. Dojechali�my na miejsce, gdzie po uiszczeniu op�aty mogli�my ulokowa� się w pokojach. Kwatera g��wna w tym mie�cie znajdowa�a się w jakiej� szkole podstawowej (podobnie jak w innych miejscowo�ciach p�niej). Pokoje w których sypiali�my by�y po prostu salami lekcyjnymi, gdzie na pod�odze lub biurkach szkolnych rozk�adali�my karimaty i �piwory na noc. W jednej ze szk� by�y tzw. kanadyjki, czyli stare drewniano-brezentowe ��ka polowe. W szkole tej by�a te� ca�a masa karaluch�w. Ale o tym p�niej. Bardzo chcia�em by� t�umaczem symultanicznym mistrza duchowego, takie by�o moje marzenie. Zadeklarowa�em się prezydentowi �wi�tyni Wa�brzyskiej, �e znam dobrze angielski, on u�miechn�� się, ale nie odm�wi� pomocy. Od razu po przyje�dzie nada�y�a się okazja do t�umaczenia. �ri Prahlad Prabhu, zaawansowany bhakta z Nowej Zelandii mia� obja�ni� wszystkim rozk�ad dnia. Zebrali�my się wszyscy w jednej sali. Prahlad Prabhu zacz�� m�wi�, ja nie wyspany usięowa�em t�umaczy�. Jednak pojawi�y się dwie przeszkody - jedn� by� trudny nowozelandzki akcent Prahlada, a drug� okaza� się m�odszy ode mnie bhakta Radek, który ledwo zd��y�em (a m�j i tak ju� s�aby refleks dodatkowo się zwolni� ze zm�czenia) otworzy� usta, wchodzi� mi w s�owo z w�asnym t�umaczeniem. Chyba �e by�o co� trudniejszego, wtedy czeka� a� ja się odezw�. Gdy jednak proponowa�em mu, �eby przej�� zadanie, odmawia�. Czu�em się upokorzony i za�amany niepowodzeniem. Kiedy rozeszli�my się do swoich spraw (czyli g��wnie do mantrowania zaleg�ego z nocy w poci�gu), my�la�em d�ugo o tym co się sta�o i dochodzi�em do wniosku, �e to Kriszna chce wypr�bowa� czy jestem pokorny. Bhakta �w, kt�rego zreszt� lubi�em i uwa�a�em za inteligentnego cz�owieka, przeprosię mnie szczerze oddaj�c mi pok�on, czym mnie bardzo rozbroi�, ale jednocze�nie mile po�echta� moja dum�, co mnie te� bardzo zawstydzi�o. Przyznacie, �e to i�cie piekielna mieszanina uczu�. Wszystko rozesz�o się po ko�ciach, nie by�o czasu �eby to rozpomina�. Wkr�tce zacz��em przekonywac się, �e bhaktowie znacznie się r�ni� mi�dzy sob�, tak jak inni ludzie, pod wzgl�dem temperamentu, inteligencji, wykszta�cenia, wygl�du i innych cech. Z�apa�em się na tym, �e zawsze my�la�em o bhaktach, �e powinni byc tacy sami z racji wyznawanej religii, albo wydawali mi się podobni przez swoje fryzury i szafranowe szaty. Co gorsza, temperamentu niektórych nie mog�em znie�� bez zaciskania z�b�w. Ale to przecie� Kriszna mnie testowa�. Po kr�tkim spaniu rozpocz�� sie pierwszy dzie� z serii bardzo podobnych do siebie dni ci�kiej pracy. Bhaktowie zostali poprzydzielani do r�nych zaj��. Ca�y Tour wygl�da� tak: codziennie bhaktowie kuchenni przygotowywali posięki, inni rozprowadzali literatur�, inni sprz�tali, niekt�rzy wychodzili robi� kirtany. Nie wiem za bardzo co robili najbardziej zaawansowani bhaktowie, ale pewnie mieli du�o pracy zwi�zanej z organizacj� samego przedsięwzi�cia, finansami, a tak�e na pewno musia� kto� czci� b�stwa (mieli�my turowe b�stwa podr�uj�ce - Lakszmi-Nriszimha). W ka�dej miejscowo�ci, w kt�rej byli�my, lub w okolicznej, robilismy w wynaj�tej sali tzw. program. Program to by� wyst�p 1-2 godzinny, �piewy, ta�ce ludowe, wyk�ad �ri Indradyumny Swamiego, pocz�stunek wegetaria�ski (prasadam Kriszny). Ludziom bardzo się podoba�o, muzyka nie by�a tylko ludowa, na koniec wyst�powa� nasz zesp�, który gra� reagge i lekkiego rocka. Mieli�my ca�y sprz�t, na saksofonie gra� p�niej bhakta Radek, gra� te� czarnosk�ry bhakta Collin z Londynu. Mia� �liczn� ma�� c�reczk� z zar�bistymi k�dziorami. Ale zbaczam z tematu. Obje�dzili�my sporo miejscowo�ci. Pami�tam Gda�sk, Gdynia, Sopot, Mi�dzyzdroje, Ustka, S�upsk, Koszalin, Ko�obrzeg, jeszcze jakie� by�y. W dni, kiedy nie by�o program�w, wi�kszo�� bhakt�w je�dzi�a rozprowadzac literatur�. Cz�� bhakt�w chodzi�a w ma�ej grupie robi� kirtan na ulicy w danym mie�cie, lub na pla�y. Prowadzi� albo bh. Prahlad, albo sam Indradyumna Swami. Kirtan to sanskryckie s�owo oznaczaj�ce pewien rodzaj zobiorowego �piewu religijnego. Ja uczestniczy�em w paru takich wypadach, czasem jako t�umacz Prahlada, tego co mowi� do ludzi gdy zebrali sie ogl�da� dziwowisko. Rozdawali�my wtedy zaproszenia na najbli�szy program. Mieli�my mikrofon, g�o�nik na akumulator, karatale, mridang� i akordeon czy te� harmoni� (Prahlad dobrze gra� na tym instrumencie). By�o to okropnie m�cz�ce, upa�, trzeba by�o się usmiecha� i udawa� szcz�liwego mimo zm�czenia. Nawet usię�� prawie nigdy nie mo�na by�o. Tym bardziej podziwia�em Prahlada, by� niezniszczalny. Chcia�em byc taki jak on, wszyscy chcieli�my. T�umacz�c, pope�nia�em sporo b��d�w, kt�re czasem poprawia�a bhaktinka lepiej rozumiej�ca �ywy angielski Prahlada. Bardzo mnie to za�amywa�o i stara�em się wymiga� od tak przeze mnie upragnionej funkcji t�umacza. Przyk�ad - Prahlad m�wi: "Nie b�jcie się, w�osy wam nie wypadn� jak powiecie 'Hare Kriszna' ". Ja t�umacz�: "Nie b�jcie się, g�owy wam nie odpadn� jak powiecie 'Hare Kriszna' ". By�o jeszcze par� takich kwiatk�w. Na szcz�cie przewa�nie m�wi� to samo, wi�c nauczy�em się prawie na pami��. Np. "Wiecie czemu mamy takie g�adko ogolone g�owy? - Nie? �eby szybciej p�ywa�." Wszyscy w �miech, ale on powaznie twierdzi�, �e nasz zawodnik zawsze wygra. Wystawia� naszego zawodnika, co ciekawe zupe�nie nie wiedz�c nic o jego umiej�tno�ciach p�ywackich, bra� go na oko. I o dziwo, nasz wygrywa�. To by� cud, widzieli�my na w�asne oczy jak Kriszna dzia�a przez niego, nie przejmowa� się niczym, robi� z zaskoczenia najbardziej nieprawdopodobne rzeczy i zawsze mu się udawa�o. Byli�my ol�nieni. Prahlad nalega�, abym t�umaczy�, podobno mia�em dobry g�os i dykcj� i przekonywuj�co m�wi�em. Jednak pewnego dnia zrezygnowa�em. Mo�e ze zm�czenia a mo�e z lenistwa. Liczy�em, �e inne zaj�cia b�d� mniej m�cz�ce. Postanowi�em sprawdzi� swoje sięy jako bhakta sankirtanu. Sankirtan to taki rodzaj szerzenia �wiadomo�ci Kriszny, który polega na rozprowadzaniu (nie m�wi�o się sprzedawaniu) literatury transcendentalnej. Ka�dy kto kupi� tak� księ�k�, mia� szans� uzyskac �ask� Kriszny i dokonywa� post�pu na drodze rozwoju duchowego. Wyje�d�ali�my dw�jkami rano do jakiej� nadmorskiej wsi lub miasta, bior�c po par� księ�ek. Chodzili�my ca�y dzie� w upale usięuj�� nam�wi� ludzi na te księ�ki. To wymaga�o specjalnych predyspozycji. Nale�a�o u�ywa� specjanych s��w, zda�. Trzeba by�o się u�miecha� i nie okazywa� zm�czenia, co dopiero zniecierpliwienia czy irytacji. Oczywi�cie w trakcie ca�ego Touru chodzili�my ubrani w stroje "ludowe". Ogolone g�owy z sikh� i tilak na czole. Lubi�em taki image. Ludzie reagowali r�nie. jeden facet zgnoi� mnie raz okrutnie, zburzy� ca�� moj� dum�. By�em w jakim� du�ym mie�cie z moim m�odszym koleg�, te� z Nowej Zelandii. Zauwa�y�em porz�dnie wygl�daj�cego go�cia, wi�c podszed�em do niego z pytaniem: Czy kupi�by pan mo�e ciekaw� księ�k�? A on na to: Od pana na pewno nie. Uwierzcie, ale to co on powiedzia� zabola�o mnie bardzo mocno, ugodzi�o w prosto w moje ca�e poczucie pewno�ci siebie i w�asnej warto�ci, jakie budowa�em przez d�ugi czas. Poczu�em przyp�yw adrenaliny i wycedzi�em: Dlaczego? Facet jeszcze bardziej zdenerwowany, wykrztusię: Bo mi się pan nie podoba! I tutaj co� we mnie wst�pi�o, z angielsk� flegm� zapyta�em pokazuj�c na m�odzego koleg�: A on się panu podoba? Facet o ma�o mnie nie pobi�, ca�y się zagotowa� w �rodku, ale to by� koniec rozmowy. Moje problemy z poczuciem w�asnej warto�ci i dumy powodowa�y mizerne rezultaty je�eli chodzi o ilo�� rozprowadzonej literatury. By�em ma�o przekonywuj�cy i nie potrafi�em ludzi zabajerowa�, �eby kupili co�, co im naprawd� nie by�o potrzebne. Modli�em się do Kriszny, ale bez rezultat�w. Trwa�o to kilka dni i postanowi�em p�j�c do gar�w, do jakie� odm�d�aj�cej pracy, nie wymagaj�cej my�lenia, ani umiejetno�ci marketingowych :-). Liczy�em na to, �e praca w kuchni b�dzie l�ejsza. Nic bardziej mylnego. Trzeba by�o wstawa� wcze�niej ni� inni, k�a�� się spa� p�niej ni� inni. Mog�em się tego spodziewa�. W pewnym sensie naprawd� by�o �atwiej, bo nie trzeba by�o nigdzie chodzi� w upale, ani posiada� zdolno�ci negocjacyjnych czy innych. Wystarczy�o obiera� ziemniaki, kalafiory, kapusty, zmywa� naczynia, nosię stukilowe garnki, itp. W czasie obierania warzyw rozmawiali�my o Krisznie, s�uchali�my opowiada� o rozrywkach Kriszny, którymi raczy� nas nasz kucharz. Kucharz by� bardo sympatycznym facetem, lubi� poklepywa� po plecach, obejmowa� i generalnie by� dosy� wylewny w okazywaniu sympatii. Czu�em się przez to troch� zak�opotany, gdy� dotykanie cudzego cia�a z tego co wiedzia�em mog�o pozostawiac pewne w�tpliwo�ci co do intencji, no chyba �e odbywa�o się to wszystko na p�aszczy�nie transcendentalnej :-), wi�c problem tkwi� raczej w moich brudnych my�lach. W czasie prac kuchennych rozmawiali�my czasami te� o innych sprawach, troch� bardziej przyziemnych, wiedzieli�my jednak, �e nie ma z takich rozm�w du�ego po�ytku dla naszego rozwoju duchowego, wi�c starali�my się porusza� tematy transendentalne. Tutaj par� s��w sk�d brali�my te wszystkie warzywa: cz�� na pewno by�a kupowana, z �rodk�w zdobytych przez bhakt�w rozprowadzaj�cych literatur� transcendentaln�, kadzid�a. Cz�� dostawali�my za darmo. Nasz kucharz naczelny z pomoc� jednej lub dw�ch os�b je�dzi� co jaki� czas na gie�d� roln�, bodaj�e do Gda�ska. Tam, jak s�ysza�em, znajdywali się ludzie kt�rzy zgadzali się nas wesprze�, ofiarowuj�c nam cz�c swojego towaru. Bardzo się cieszyli�my, �e ludzie znajduj� zrozumienie dla naszej misji. Niekiedy ofiarowywano nam towary kt�re nie nadawa�y się ju� na sprzeda�, np. prawie czarne banany. Jednak nic się nie zmarnowa�o. Trafia�a się te� na przyk�ad nadpsuta kapusta, kt�r� pracowicie oczyszczali�my odkrawaj�c nadgni�e kawa�ki. Na moj� uwag� co do jako�ci tego po�ywienia, jeden z bhakt�w kuchennych odpar�, �e w �wiatyni w Czarnowie bhaktowie jedz� gorsze rzeczy. �e powinienem byc zadowolony. Usuwali�my wi�c zielone g�siennice z kalafior�w, odk��daj�c je na bok, �eby nie zabija�, odkrawali�my dzielnie zepsute kawa�ki kapusty. Walczyli�my. Zastanawiali�my się co dzieje się z robaczkami zabitymi przez nas niechc�cy no�em w czasie pracy. który� ze starszych bhakt�w stwierdzi�, �e dusze znajduj�ce się w cia�ach tych g�siennic s� na pewno zbawione. Kto� kto ginie zabity dla Kriszny, zostaje zbawiony, podobnie jak wojownicy na polu Kurukszetra opisanym w Bhagavad Gicie. Zazdro�cilismy tym g�siennicom. One ju� by�y zbawione, a nas czeka�o jeszcze tyle tysięcy lat pracy, i wcielania się. Zapad�o mi w pami��, �e niekt�rzy bhaktowie zdradzali dziwne zami�owanie do
s�odyczy, szczeg�lnie s�odkich kulek kr�conych z mleka w proszku, cukru pudru,
bakalii. Sam lubi�em s�odycze, ale dziwna ekscytacja towarzysz�ca tym kulkom
by�a dla mnie niezrozumia�a. S�ysza�em te�, �e niekt�rzy bhaktowie sporz�dzaj�
dziwne potrawy, kt�re mia�y w za�o�eniu by� bardzo s�odkie. Na przyk�ad tzw.
��w. Robi się go tak: Kupion� puszk� ze skondensowanym s�odkim mlekiem gotuje
się 24 godziny w garnku z wod�. Potem puszk� się otwiera. Zawarto�� puszki
karmelizuje się i jest bardzo s�odka.
Historia z jogurtem:
Karaluchy Patelnia:
Spory
Bhakta Adam
Ma�a utarczka z lokalnym "�rodowiskiem"
Kompromitacja przy guru
---------2002-12-02------------ c.d.n.Powr�t do strony g��wnej |